W czerwcu ceny były wyższe niż przed rokiem tylko o 0,8 proc. Tylko - bo ekonomiści spodziewali się, że roczna inflacja wyniesie 0,9-1,0 proc. Analitycy zostali zaskoczeni głównie przez przekraczający 1 proc. w skali miesiąca spadek cen żywności. Do obniżenia poziomu inflacji przyczyniły się też taniejące ubrania i obuwie. Ich ceny były o 0,2 proc. mniejsze niż w maju. W skali roku spadek cen obuwia i odzieży wyniósł niemal 7 proc. Te dane są najchętniej przywoływane przez ekonomistów jako dowód na to, że w naszej gospodarce (mimo 5-proc. tempa wzrostu PKB, któremu ostatnio towarzyszy duży wzrost zatrudnienia i płac) praktycznie nie ma presji inflacyjnej.
"Według naszych szacunków, roczny wskaźnik inflacji w kolejnych miesiącach będzie oscylował poniżej 1,0 proc., by na koniec roku wzrosnąć do 1,5 proc. Podtrzymujemy nasz scenariusz co do stóp procentowych, że przynajmniej do końca 2006 roku pozostaną one bez zmian" - napisali po piątkowych danych Głównego Urzędu Statystycznego ekonomiści BRE Banku. Podobnie myśli większość analityków makroekonomicznych. Ale dilerzy bankowi byli dotychczas skłonni wierzyć, że już w perspektywie kilku miesięcy Rada Polityki Pieniężnej zacznie podnosić stopy procentowe. Jeszcze kilka dni temu spodziewano się, że w końcu I kwartału 2007 r. oficjalne stopy procentowe będą o przynajmniej 75 punktów bazowych wyżej niż obecnie. W tej chwili główna stopa Narodowego Banku Polskiego jest na poziomie 4 proc.
Wczorajsze dane o inflacji zachwiały przekonanie inwestorów, że stopy procentowe trzeba będzie szybko podnosić. Efekt? Wzrost cen obligacji, a także umocnienie złotego (którego kurs rósł już wcześniej ze względu na poprawę nastrojów w całym regionie). Rentowność obligacji (która zmienia się w kierunku przeciwnym do zmiany cen) w przypadku papierów pięcioletnich obniżyła się o 11 punktów bazowych, do 5,39 procent. Rynek walutowy zakończył handel w piątek na poziomie 4,03 zł za euro, o dwa grosze niżej niż na początku dnia.