Wyciszenie na scenie politycznej przełożyło się wczoraj na stabilizację złotówki. Rynek reagował więc na inne bodźce, skupiając się przede wszystkim na wieściach z Bliskiego Wschodu, zachowaniu cen ropy i miedzi oraz na reakcji pozostałych rynków naszego regionu na te czynniki.

Początkowa silna fala wyprzedaży, spowodowana przede wszystkim przecenę KGHM (zakończenie strajku w jednej z meksykańskich kopalń i spadek ceny surowca o ponad 2 proc.), zakończyła się konsolidację przy minimach. To nie jest dobry prognostyk na dzisiejsze notowania.

Mieszanka informacji, które dostały wczoraj rynki, była bardzo niejednoznaczna (spadająca miedź, rekordowe ceny ropy naftowej, rozczarowujący NY Empire State Index w USA - 15,6 pkt wobec oczekiwań 21,8 pkt, wzrost produkcji przemysłowej w USA w czerwcu o 0,8 proc. wobec oczekiwanych 0,4 proc. plus rewizja danych majowych w górę). GPW przez całą sesję trzymała się nieźle na tle innych rynków regionu, a stłumione odbicie w końcówce to efekt dobrego poczętku notowań w USA. Na rynku amerykańskim nadszedł bowiem moment testowania dwóch kluczowych wsparæ - 10 700 punktów na DJIA (minima z okresu grudzień 2005 - luty 2006, minimum z połowy czerwca 2006) oraz 2040 punktów na

Nasdaq. W chaosie wczorajszych informacji pojawiły się i takie o możliwości szybkiego zakończenia konfliktu w Libanie. Po silnych spadkach rynek amerykański uznał, że wsparcia są dobrym momentem przynajmniej na zatrzymanie spadków, w czym pomogło kilka pozytywnych informacji.

Przy niskich obrotach i niezadowalającej płynności pozostajemy wciąż jednym z silniejszych emerging markets. Trzeba jednak pamiętać, że WIG20 od dołka w połowie czerwca zyskał w miesiąc 27 proc. Jeśli wsparcia w USA nie wytrzymają, GPW może gonić sąsiadów, tracąc na wartości szybciej niż inne rynki wschodzące. Prócz libańskiego konfliktu, dla giełd światowych ważne będą na najbliższych sesjach wyniki amerykańskich spółek, które pokażę prawdziwą i najbardziej aktualną kondycję amerykańskiej gospodarki.