Spółka Astarta Holding, do której należy kijowski producent cukru, złożyła już w holenderskiej komisji papierów wartościowych prospekt i czeka na jego zatwierdzenie. Dopuszczenie do publicznego obrotu w Holandii pozwoli spółce, na zasadzie jednolitego paszportu, wprowadzić akcje na warszawski rynek. Takiej możliwości nie dawałaby, oczywiście, zgoda ukraińskiej komisji. Co więcej, zgodnie z tamtejszym prawem, Astarta musiałaby zadebiutować równolegle także na giełdzie w Kijowie, czego zarząd spółki nie chce.
Dlaczego Astartę Holding zarejestrowano w Holandii, a nie np. w Polsce? - Takiego wyboru dokonaliśmy po dogłębnej analizie. Chodzi o to, że holenderskie prawo jest najkorzystniejsze dla przyszłych inwestorów - wyjaśnił W. Iwanczik.
Na giełdzie do 1/3 kapitału?
Prezes nie chciał zdradzić, jak duża może być emisja jego spółki. - W ofercie publicznej sprzedaje się zazwyczaj akcje odpowiadające 25-33 proc. kapitału spółki - powiedział. - Astarta nie zamierza się tu zachowywać niestandardowo - dodał.
Obecnie spółka ma dwóch akcjonariuszy: Waleriego Korotkowa oraz prezesa Iwanczika. Każdy z nich ma po 50 proc. akcji. Dotychczasowi właściciele nie zamierzają utracić kontroli nad firmą w wyniku IPO. Nie wykluczają jednak, że gdyby zainteresowanie ofertą Astarty było wyjątkowo duże, inwestorzy giełdowi będą mogli, poza nowymi akcjami, kupić także niewielką część starych papierów.