Jeden z narodowych funduszy inwestycyjnych zapowiedział właśnie, że w najbliższym czasie zamierza kupić w publicznym wezwaniu własne akcje celem umorzenia. Zaraz zaś po tym przeprowadzić emisję nowych akcji w trybie prawa poboru. Nie znam parametrów określających wielkość tej emisji. Ale możliwa jest sytuacja, w której po zarejestrowaniu obniżenia kapitału (umorzenie akcji), a później jego podwyższenia (prawo poboru) okaże się, że kapitały zakładowy i własny nie uległy istotniej zmianie.
Uważny obserwator może zapytać: "po co to wszystko?". Dlaczego spółka ponosi wydatki związane ze skupem i umorzeniem akcji, a później z emisją? Odpowiedź jest prosta - koszty ponoszą wszyscy akcjonariusze spółki, profity zaś czerpać będą wyłącznie ci, którzy będą aktywni i odpowiedzą na wezwanie, a później wezmą udział w emisji. Pozostali - o czym pisałem w felietonie przed dwoma tygodniami - stracą. I się o tym nie dowiedzą.
Dzieje się tak za sprawą dokonanej pod koniec 2001 r. nowelizacji Ustawy o rachunkowości. Poprzednio wydatki związane z podwyższeniem kapitału akcyjnego ujmowane były jako wartości niematerialne i prawne (koszty utworzenia i rozszerzenia spółki akcyjnej), a spółka przez 5 lat je amortyzowała. To oznaczało za?, że w sposób pośredni przyczyniały się do obniżania wykazywanych zysków netto w kolejnych latach.
Teraz wszystkie wydatki związane z emisją bezpośrednio pomniejszają kapitał własny przedsiźbiorstwa. A to oznacza, że nie mają one wpływu na prezentowany rachunek wyników. Są jedynie widoczne w zestawieniu zmian w kapitale własnym i pośrednio w bilansie. A nie sądzę, żeby ktoś, kto nie reaguje na informacje o ogłaszanych wezwaniach lub emisjach, analizował zestawienie zmian w kapitałach.
Trwają jeszcze spory interpretacyjne dotyczące tego, jak należy księgować różne wydatki związane z emisją. Ma to fundamentalne znaczenie, gdyż opisana sytuacja może być wykorzystywana do twórczego zarządzania zyskami zwanego kreatywną księgowością.