Afera z opcjami na akcje dla menedżerów amerykańskich firm zatacza coraz szersze kręgi. Z wyliczeń ekspertów wynika, że w procederze antydatowania opcji uczestniczyło nie sto, ale ponad 2000 spółek. Ponadto pierwszym menedżerom prokuratorzy postawili oficjalne zarzuty.
Na ogromną skalę zjawiska wskazał Erik Lie, profesor finansów na Tippie College of Business w stanie Iowa. Do badań użył bazy danych dotyczących operacji przeprowadzanych przez insiderów, czyli osoby związane z konkretnymi spółkami. Pod lupę wziął 39 888 transakcji przyznania opcji dyrektorom spółek w latach 1996-2005. Okazało się, że na 7774 spółek aż 2270 (29 proc.) w jakimś momencie przynajmniej raz manipulowało opcjami. Zweryfikowane wyniki badań opublikowano kilka dni temu na Uniwersytecie Iowa.
Antydatowanie opcji akcji jest procederem, który często skutkuje zwiększeniem zarobków dyrektorów firm. Mają oni bowiem możliwość nabycia papierów wartościowych po zaniżonym kursie.
Badania profesora Lie, który zresztą jako pierwszy ostrzegł władze regulacyjne przed możliwością przekrętów, wykazały, że proceder kwitł przede wszystkim przed sierpniem 2003 r., od kiedy regulacje zostały zaostrzone.
Do tej chwili zaledwie 80 spółek ujawniło przypadki antydatowania opcji bądź stało się przedmiotem dochodzenia władz federalnych. Wyniki badań profesorów ze Środkowego Zachodu na pewno będą stanowić dla Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) motywację do rozszerzenia akcji. SEC będzie interesować się spółkami technologicznymi, wśród których liczba ujawnionych nieprawidłowości była najwyższa. Z antydatowania opcji szeroko korzystali przede wszystkim szefowie spółek internetowych podczas wielkiego boomu z końca lat 90. Akcje osiągały wówczas nawet kilkakrotne przebicie i przesunięcie wstecz daty wystawienia opcji zwiększało znacznie ich dochody.