Rząd ma przyjąć dziś projekt ustawy, wprowadzający obowiązek posiadania przez budynki i mieszkania certyfikatów, określających, jak dużo zużywają energii m.in. na ogrzewanie, wentylację czy oświetlenie.
Zgodnie z projektem, od jesieni, kiedy ustawa wejdzie w życie, każdy oddawany do użytku budynek czy lokal będzie oceniany przez audytora. Wyznaczy on jego klasę energetyczną, która - podobnie jak w przypadku sprzętu AGD - będzie oznaczona literą ("A" - najmniejsze zużycie energii; "G" największe). Koszt takiego badania Ministerstwo Budownictwa szacuje przeciętnie na 1,5 tys. zł. Od 2008 r. ten obowiązek zostanie rozciągnięty także na sprzedawane oraz wynajmowane mieszkania i budynki. O wyrobienie certyfikatu będzie musiał zadbać sprzedawca (najemca). Audytorzy mają zajmować się też sprawdzaniem doboru klimatyzacji i kotłów grzewczych do potrzeb budynków.
Zrzeszenie Audytorów Energetycznych uważa, że przygotowany przez resort budownictwo projekt jest niedopracowany. Brakuje w nim przepisów, pozwalających na kontrolowanie obrotu certyfikatami, co może doprowadzić do występowania nieprawidłowości podczas ich wydawania. Dodatkowo osoby ubiegające się o status audytora (organizacja szacuje, że będzie ich potrzebnych ok. 3-4 tysięcy) nie będą musiały zdawać żadnych egzaminów. Resort uznał, że wystarczą same szkolenia.
Według Macieja Dymkowskiego, analityka rynku mieszkaniowego RedNet, projekt wprowadza kolejne przepisy, będące obciążeniem dla inwestorów i komplikujące obrót mieszkaniami na rynku wtórnym. W jego ocenie certyfikaty nie będą miały żadnego wpływu na wybór kupowanych nieruchomości, decydującym czynnikiem bowiem przez długi jeszcze czas pozostanie cena.