Ukraińskie władze, które w zeszłym roku zlikwidowały specjalne strefy ekonomiczne dla inwestorów, teraz chcą je przywrócić. - Chcemy, żeby przede wszystkim mali i średni przedsiębiorcy znów mogli korzystać z niższych podatków, a także z technologii, która pojawia się wraz z wejściem do stref zagranicznych inwestorów - tłumaczył Nikołaj Azarow, przewodniczący komitetu budżetowego ukraińskiego parlamentu (Rady Najwyższej).
Strefy zostały zlikwidowane wiosną zeszłego roku. Wówczas jako przyczynę decyzji władze podawały, że tylko w 50 proc. wypełniony został obowiązek dotyczący tworzenia nowych miejsc pracy na terenie stref. Zwracano też uwagę, że aż 75 proc. produkcji na obszarach o specjalnym traktowaniu zasilało rynek ukraiński, zamiast trafiać na eksport.
Zeszłoroczna decyzja miała negatywny wpływ na zainteresowanie inwestycjami na Ukrainie, choć dane do końca tego nie pokazują. Według opublikowanych tydzień temu informacji, w I kwartale inwestycje zagraniczne na Ukrainie wzrosły dwukrotnie w porównaniu z zeszłym rokiem i ich wartość sięgnęła 17,4 mld USD. Największą aktywnością wykazał się kapitał niemiecki, cypryjski oraz austriacki.
W przyciągnięciu pieniędzy pomógł między innymi fakt nadania Ukrainie statusu gospodarki rynkowej przez Unię Europejską oraz wyraźne przyspieszenie prac związanych z wstąpieniem do Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO).
Inwestycje zagraniczne w strefach stanowiły w 2004 r. 32,5 proc. wszystkich ulokowanych na Ukrainie. Na terenie stref zaangażowany był kapitał firm z 43 państw świata. Po zniesieniu preferencji ten sam obszar miał już tylko 15-proc. udział w inwestycjach - widać więc, że atrakcyjność tych obszarów znacznie osłabła.