Wczorajsze zachowanie rynku, przynajmniej jeśli chodzi o WIG20, wymyka się jednoznacznym ocenom. Z jednej strony mamy najwyższe zamknięcie sesji od 16 maja i zwyżkę indeksu przy lekko wyższych niż dzień wcześniej obrotach. Wykres utrzymuje się ponad linią trendu wzrostowego, opisującą ostatnie półtora miesiąca notowań. Z drugiej strony opór wyznaczany przez sesyjne maksima z 12 i 25 lipca nie został przełamany. Trudno właściwie powiedzieć, żeby popyt zmarnował tutaj jakąś szansę - cieniem na sesji położyły się bowiem "amerykańskie" wyniki TP. "Amerykańskie", bo o ile bieżące wyniki okazały się jeszcze w granicach oczekiwań (tylko w granicach, bo jednak wynik operacyjny był niższy niż przed rokiem), to zapowiedzi na przyszłość nie napawają optymizmem. Choć spadek notowań nie przekroczył 2 proc., to jednak jego ciężar gatunkowy określiłbym jako znaczący. Przy innym wyniku wczorajszych notowań roczna zmiana kursu TP mogła ponownie znaleźć się ponad linią 0. Poniżej tej granicy utrzymuje się już prawie dwa miesiące - w uproszczeniu wszyscy, którzy kupowali akcje w trackie trwającej od jesieni zeszłego roku konsolidacji, mają straty i stanowią potencjalną podaż przy każdej próbie wzrostu. To oznacza, że dalszy marsz WIG20 w kierunku majowego szczytu będzie odbywał się w bólach.

Warte odnotowania jest przyspieszenie tempa wzrostu przez MIDWIG. Indeks wyraźnie już przekroczył 62-proc. zniesienie majowo-czerwcowej fali spadkowej i znajduje się już tylko 3,5 proc. od rekordu wszech czasów. Ciężar podtrzymania hossy, w czasie kiedy napływ kapitału zagranicznego na naszą giełdę wyraźnie ustał, przesuwa się właśnie w kierunku średnich spółek. Z punktu widzenia analizy technicznej, to właśnie sytuacja tego indeksu prezentuje się klarowniej. Nie oznacza to jednak, że pozytywny scenariusz dla średnich firm jest przesądzony. Zwyżka odbywa się bowiem przy zmniejszonej aktywności inwestorów, dodatkowo nie stoi za nią żadna konsolidacja. To rodzi podejrzenia, że zapał kupujących może się wyczerpać przy zetknięciu z majowym szczytem.