Komisarz Unii Europejskiej László Kovács zapytał podobno lądując w środę na Okęciu, czy przypadkiem nie mamy kolejnego ministra finansów. Nic dziwnego - nazwisko szefa resortu zmieniało się w kalendarzu László Kovácsa już trzy razy. Nową twarz zobaczył też wczoraj Joaquín Almunia, komisarz ds. polityki gospodarczej i pieniężnej. Stanisław Kluza złożył w Brukseli "kurtuazyjną" wizytę. Hiszpan, od którego zależy ocena stanu naszych finansów publicznych, usłyszał przy okazji, że polski rząd przeszacował poziom dochodów na 2007 r. Stanisław Kluza przyznał potem, że może poprosić Brukselę o więcej czasu na redukcję deficytu sektora finansów publicznych. Obecny termin mija w marcu przyszłego roku.
Joaquín Almunia zastanawia się zapewne teraz, ilu jeszcze polskim ministrom finansów przyjdzie mu uścisnąć dłoń i co mu powiedzą. W odróżnieniu od "płynnej" sytuacji w naszym kraju, kadencja komisarzy trwa bowiem bite 5 lat i trzeba siź bardzo napracowaæ, aby ję skróciæ. Hiszpan, który objęł funkcję w maju 2004 r., ma więc jeszcze 3 lata na przegląd naszych kadr. A już od przyszłego roku może nas karać za złą politykę fiskalną.
Joaquín Almunia z ciekawością zatem obserwuje, jak z upływem czasu "mięknie" stanowisko Polski w sprawie nadmiernego deficytu. Zyta Gilowska słała listy protestacyjne do samego szefa Komisji Europejskiej, José Manuela Barroso. Paweł Wojciechowski wahał się, czy warto prosić o dodatkowy czas na dostosowanie. Obecny minister jest już chyba pewny, że gra na odłożenie problemu jest słuszna, czeka tylko na warunki Brukseli.