Prawdopodobnie nie dojdzie do przyszłorocznego debiutu giełdowego Polskiej Grupy Energetycznej. Po pierwsze, formalnie grupa ta wciąż nie istnieje. Zostanie dopiero utworzona na bazie holdingu BOT, Polskich Sieci Energetycznych i Zespołu Elektrowni Dolna Odra. Po drugie, ministerstwo skarbu nie chce doprowadzić do takiej sytuacji, że w krótkim czasie nastąpi kilka giełdowych debiutów. - Prywatyzowanie na siłę kilku spółek w krótkim przedziale czasowym nie ma żadnego uzasadnienia. Trzeba to rozłożyć na dłuższy okres - zaznacza Krupiński. Na jaki dokładnie okres, nie wiadomo. Ministerstwo nie podjęło jeszcze decyzji w tej sprawie. - Poza tym oferta publiczna PKE to dla nas nowe doświadczenie. Chcemy spokojnie przeprowadzić tę operację, popatrzeć na efekty tego działania. Myślę, że po debiucie PKE będziemy bogatsi o doświadczenie, które pozwoli nam na sprawniejsze prywatyzowanie pozostałych spółek - twierdzi Krupiński.
Przeszkód jest kilka
W przypadku PGE formalne przygotowanie spółki do wejścia na giełdę nie jest największym problemem. Między firmami mającymi wejść w skład grupy nadal trwają spory o strategię koncernu. PSE, które będą zarządzać tym rynkowym gigantem, chcą realizować rządowy program dla elektroenergetyki bez większych zmian. Natomiast BOT, który skupia w swoich rękach większość elektrowni mających wejść w skład PGE, z założeniami resortów skarbu i gospodarki się nie zgadza. Mówi, że chociaż jest największym producentem energii w Polsce, to może w wyniku konsolidacji tracić około miliarda rocznie. Pytane o to przez "Parkiet" resorty skarbu i gospodarki uspokajają, że zrobią wszystko, żeby producenci prądu na przekształceniach nie stracili.
BOT oblicza, że grupa będzie wytwarzała rocznie ok. 36 proc. krajowej produkcji prądu. Spółki dystrybucyjne wchodzące w jej skład będą mogły odebrać z tego niewiele ponad połowę. Chcący zachować anonimowość przedstawiciel Ministerstwa Gospodarki powiedział nam wczoraj, że propozycje włączenia do holdingu dodatkowych spółek dystrybucyjnych nie mogą zostać zrealizowane. - Po pierwsze, gdyby się to stało, Bruksela zarzuciłaby nam nadmierną koncentrację w branży. Po drugie, dla PGE korzystny będzie eksport energii - stwierdził nasz rozmówca.O prywatyzacji PGE będzie można myśleć dopiero wtedy, gdy uda się wypracować jednolitą strategię dla koncernu, na którą zgodzą się wszystkie wchodzące w jego skład firmy. Dlatego nawet 2008 rok jest bardzo optymistycznym terminem debiutu PGE na giełdzie.
Giełda bez Enei i Energi
Do prywatyzacji firm Enea i Energa w przyszłym roku nie dojdzie na pewno. Program dla elektroenergetyki mówi o prywatyzacji lub konsolidacji dwóch kolejnych grup podmiotów. Pierwsza to Enea, Elektrownia Kozienice i kopalnia Bogdanka. Druga to Energa i Zespół Elektrowni Ostrołęka. Ministerstwo skarbu nie podjęło jeszcze formalnej decyzji, czy nastąpi prywatyzacja obu grup. - Skłaniamy się ku temu, by spółki były jednak sprywatyzowane. Oczywiście przedtem należy skonsolidować obie grupy - zaznacza Krupiński. Kiedy cały proces mógłby się zakończyć? - Trudno przewidzieć, kiedy to nastąpi - mówi przedstawiciel resortu skarbu.