Nowa projekcja inflacji jest mniej optymistyczna od kwietniowej. Wynika z niej, że - o ile nie będzie podwyżek stóp procentowych - w końcu 2008 r. roczna inflacja przekroczy poziom 3 proc. Przed trzema miesiącami NBP szacował, że w końcu 2008 r. inflacja powinna być niemal dokładnie na poziomie celu RPP, czyli 2,5 proc.
Jednak, jak wyjaśnił wczoraj Adam Czyżewski, dyrektor Departamentu Analiz Makroekonomicznych i Strukturalnych NBP, duża część "wzrostu" inflacji w nowej projekcji bierze się ze zmian w założeniach. A konkretnie jednego - że polityka fiskalna będzie w najbliższych dwóch latach luźniejsza, niż prognozowano jeszcze w kwietniu. Gdyby utrzymano kwietniowe założenia dotyczące budżetu, okazałoby się, że inflacja prognozowana w końcu 2008 r. wynosiłaby 2,7 proc.
- Nie wiem, czy faktycznie w polityce fiskalnej tak wiele się zmieniło, żeby prognozę deficytu budżetowego w 2008 r. podnosić z 1,5 do 2,5 proc. W sumie można odnieść wrażenie, że nowa projekcja przedstawia raczej scenariusz ryzyka, a nie najbardziej prawdopodobny przebieg zdarzeń, a chyba właśnie ten ostatni powinien stanowić podstawę do decyzji RPP - ocenił Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.
Analitycy mają też zastrzeżenia do innych założeń przyjętych przez twórców projekcji inflacji, które mają znaczenie dla wyników projekcji. Dotyczą np. zakładanego przez bank centralny wzrostu płac. Według NBP, podwyżki w sektorze publicznym powinny przełożyć się - choć w mniejszej skali - na wzrost płac w firmach prywatnych.
Część ekspertów uważa, że o ile podwyżki w budżetówce w reakcji na wzrost płac w sektorze prywatnym nie jest trudno sobie wyobrazić, to zależność w drugą stronę nie musi wcale działać. Ekonomiści zwracają też uwagę, że według NBP w 2008 r. wzrost płac w całej gospodarce ma wynieść ok. 7 proc., o blisko punkt procentowy więcej, niż przewidywano w kwietniowej projekcji.