Obawy związane z przyszłorocznym budżetem spowodowały, że polskie papiery skarbowe wypadły w piątek bardzo słabo na tle świata. Wyraźny spadek rentowności na dojrzałych rynkach, będący następstwem publikacji rozczarowujących informacji o tempie wzrostu amerykańskiej gospodarki w II kwartale, pozwolił cenom naszych papierów jedynie odrobić część wcześniejszych strat. Jednocześnie reakcja inwestorów na dane o PKB nie do końca była zrozumiała. Niższemu od oczekiwanego tempu rozwoju towarzyszył wzrost inflacji. Roczna zmiana deflatora, wskaźnika opisującego zmiany cen w całej gospodarce (a nie tylko koszyka dóbr i usług tak jak jest to w przypadku wskaźnika CPI), wyniosła 3,3 proc. i była najwyższa od 1991 r.

Drugi kwartał to już historia. Często więc reakcja na takie informacje jest dobrym probierzem aktualnych nastrojów. Tak je można traktować i teraz. Obawy inflacyjne zeszły na dalszy plan, natomiast liczą się głównie nadzieje na przerwanie cyklu podwyżek stóp. Można zakładać, że w takiej sytuacji inwestorzy będą silnie reagować, gdyby pojawiły się dane lepsze od spodziewanych.