Chociaż kraje naszego regionu mają już za sobą pierwsze podwyżki stóp procentowych (w niektórych przypadkach było ich już nawet kilka), to realne stopy procentowe nadal najwyższe są w Polsce. Od marca podstawowa stopa procentowa w naszym kraju wynosi 4 proc. Przy inflacji na poziomie 0,8 proc. realna stopa przekracza nieco 3 proc. Prezes NBP Leszek Balcerowicz zwracał jednak kilka dni temu uwagę, że dla porównania sytuacji w Polsce z innymi krajami trzeba wykorzystywać inflację obliczaną nie przez GUS, lecz przez Eurostat - unijne biuro statystyczne. Według Eurostatu, roczna stopa inflacji w Polsce wynosiła w czerwcu 1,5 proc. To by oznaczało, że realna stopa procentowa wynosi 2,5 proc.
Trudno o uzasadnienie
Analitycy zwracają jednak często uwagę, że dla określenia realnej stopy procentowej nie należy brać bieżącego wskaźnika inflacji, ale inflację oczekiwaną. Do pewnego stopnia może ją zastąpić inflacja bazowa - pokazująca, co dzieje się z cenami w perspektywie średnioterminowej. Najbardziej popularny wskaźnik inflacji bazowej to z kolei miara nieuwzględniająca zmian cen żywności i energii. Tak obliczana miara inflacji bazowej w czerwcu w Polsce wynosiła, według Eurostatu, zaledwie 0,3 proc., co oznacza, że realna stopa procentowa była na poziomie 3,7 proc. Wyższą miały tylko dwa kraje: Węgry i Cypr.
Co takiego jest w polskiej gospodarce, że potrzebuje wyższych stóp procentowych, niż mają inne kraje? - Nie wiem - odpowiada Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK. - Jest faktem, że od pewnego czasu polski bank centralny prowadzi bardziej restrykcyjną politykę niż inne banki w regionie. Ale jakie są tego powody, trzeba pytać samych bankierów centralnych - mówi.
Krótka historia