W większości miast ceny budowanych mieszkań drastycznie rosną. Cena metra kwadratowego lokalu idzie w górę równocześnie z jego budową - mówi Łukasz Madej, dyrektor zarządzający RedNet Property Consulting, właściciel serwisu www.tabelaofert.pl.
- Czynniki ograniczające podaż i coraz wyższe ceny mieszkań spowodowane są m.in. brakiem miejscowych planów zagospodarowania oraz coraz wyższymi cenami gruntów w największych miastach Polski, a także rosnącymi kosztami budowy. Na silny popyt wpływa gigantyczny niedobór mieszkań, pojawienie się zachodnich inwestorów kupujących masowo mieszkania oraz dostępność kredytów mieszkaniowych - wymienia dyrektor Madej.
Kredyty napędziły koniunkturę
Według specjalistów, to właśnie dostępność kredytów mieszkaniowych stanowi o sile popytu na polskim rynku mieszkaniowym. W ostatnich sześciu latach banki diametralnie zmieniły podejście do przyznawania kredytów mieszkaniowych oraz do wyliczania zdolności kredytowej. Aby w 2000 roku dostać 130 tys. zł kredytu mieszkaniowego wymaganym pułapem były dochody na poziomie dwukrotnej średniej pensji krajowej (wynikające z umowy o pracę na czas nieokreślony). Obecnie kredyt na mieszkanie o takiej wartości może otrzymać osoba z pensją na poziomie średniej krajowej (ponad 2500 zł brutto).
- W rezultacie o kupnie własnego mieszkania mogło zacząć myśleć znacznie więcej Polaków niż w 2000 roku, kiedy mieszkania były relatywnie tańsze, lecz ich zakup związany był w zdecydowanej większości z posiadaniem gotówki. Kiedy wzrosła dostępność kredytów, Polacy ruszyli do biur sprzedaży mieszkań - tłumaczy Łukasz Madej. - Na początku dekady popyt wynikał z prostego rachunku kosztów wynajmu mieszkania oraz kosztów spłaty raty kredytowej - hasło "lepiej spłacać własne mieszkanie niż przez całe życie wynajmować", ma logiczne potwierdzenie w liczbach - przypomina. - Pomimo kilkudziesięcioprocentowego wzrostu wartości mieszkań, nadal porównanie kosztów związanych z wynajmem w stosunku do wysokości raty kredytowej wypada na korzyść kupna mieszkania - dodaje.