Ministerstwo Finansów szacuje, że w lipcu roczna inflacja wyniosła 0,7-0,8 proc. Oznacza to, że w porównaniu z czerwcem mieliśmy albo spadek inflacji o 0,1 pkt proc., albo jej poziom nie zmienił się. Według resortu finansów, w samym lipcu ceny obniżyły się o 0,3-0,4 pkt proc. To w głównej mierze efekt spadku cen żywności. Według ekonomistów ING Banku Śląskiego, przełoży się to na wzrost inflacji netto o 0,1 pkt proc., do 1,1 proc. Znaczenie inflacji netto (nieuwzględniającej zmian cen żywności i paliw) podkreślał ostatnio Dariusz Filar, członek RPP.
Według Jacka Krzyślaka, dyrektora departamentu analiz w Ministerstwie Finansów, w najbliższych miesiącach nie grozi nam wzrost inflacji. Do października roczny wzrost cen powinien utrzymywać się w pobliżu 1 proc. Później będziemy mieli do czynienia ze wzrostem - w grudniu ceny będą już o 1,5 proc. wyższe niż przed rokiem. Będzie to jednak spowodowane tzw. efektem bazy - pod koniec ub.r. byliśmy świadkami "nadzwyczajnych" spadków cen, związanych np. z wprowadzeniem zakazu przywozu polskiego mięsa do Rosji.
Narodowy Bank Polski oceniał niedawno, że jest ryzyko szybszego wzrostu cen ze strony żywności. Mogłaby ona podrożeć w następstwie suszy. - Bazując na tym, co mówi ministerstwo rolnictwa oraz GUS, nie uważamy, aby ceny żywności stanowiły zagrożenie dla inflacji - powiedział J. Krzyślak. Chociaż pojawiały się opinie, że plony mogą się zmniejszyć o kilkadziesiąt procent, GUS podał w ub. tygodniu, że zbiory zbóż będą o kilka procent niższe niż przed rokiem. - Niewielki kłopot może być z warzywami i owocami, jednak według GUS, spadki zbiorów będą kilkuprocentowe - dodał przedstawiciel resortu finansów.
PAP