- Transnieft nie jest w stanie zapewnić bezpiecznej pracy rurociągu - stwierdził Oleg Mitwol, szef komisji ministerialnej przeprowadzającej inspekcję na miejscu ubiegłotygodniowej awarii rurociągu "Przyjaźń". Przedstawiciele rosyjskich władz nakazują operatorowi ropociągu wymienić rury na odcinku około 700 km. - Taka operacja może kosztować Transnieft od pół do miliona dolarów za każdy kilometr - szacuje Walerij Nestierow, analityk rynku paliwowego z funduszu inwestycyjnego Troika-Dialog. - Gdy koncern wymieni poszczególne odcinki, należy oczekiwać wzrostu opłat za transport ropy - przewiduje analityk.
Oleg Mitwol ocenił, że rurociąg jest w opłakanym stanie. Główną przyczyną wypadku, jak stwierdziła inspekcja, były wady produkcyjne rur, którymi transportowany jest surowiec.
System jest eksploatowany od 1964 r. i dawno już nie był remontowany, a ropa płynie pod zbyt dużym ciśnieniem. Przedstawiciele ministerstwa zasobów naturalnych szacują, że w trakcie ostatniego wycieku z rurociągu wylało się około 100 ton surowca. Tylko w ostatnich czterech miesiącach na dwóch odcinkach w rejonie, w którym miała miejsce awaria, wykryto 487 niebezpiecznych uszkodzeń. Na Transnieft prawdopodobnie zostanie nałożona również kara za zanieczyszczenie środowiska. Władze nie wykluczają także skierowania sprawy do prokuratury.
Awarie tego typu w Rosji nie należą do rzadkości. Podobny wyciek miał miejsce na odcinku ropociągu "Przyjaźń -2" w obwodzie samarskim we wrześniu zeszłego roku. Spore rozmiary osiągnęła styczniowa awaria rurociągu w Udmurcji na północy kraju. Wylało się wówczas około 3200 ton ropy naftowej.
"Przyjaźń" ma już ponad 40 lat. Rury, których długość wynosi w sumie 8900 km, przechodzą przez terytorium 10 państw, m.in. również Polskę.