Zmiany są ważnym elementem każdej dziedziny życia. Dotyczy to także sfery politycznej i gospodarczej. W polityce intensywność zmian związana jest najczęściej z czteroletnim cyklem wyborczym. Cykl wyborczy ma znaczenie także dla gospodarki - po wyborach zmieniają się zazwyczaj koncepcje polityki gospodarczej oraz osoby, które te koncepcje mają realizować.

O ile jednak zmiany w wielu sferach życia są często motorem postępu i rozwoju, to w przypadku gospodarki działają zazwyczaj w przeciwnym kierunku (wyłączając zmiany wynikające z przeprowadzania niezbędnych reform). W gospodarce ważna jest bowiem stabilność i związana z nią prze- widywalność. Niespodziewanych zmian nie lubią przedsiębiorcy, inwestorzy (także giełdowi), konsumenci. Dla każdej z wymienionych grup uczestników życia gospodarczego zmiany oznaczają bowiem niepewność i wzrost ryzyka związanego z podejmowaniem określonych decyzji gospodarczych. Skutkiem tego bywa często odkładanie ważnych decyzji do czasu ustabilizowania się sytuacji, co w efekcie często prowadzi do zmniejszenia aktywności gospodarczej i spowolnienia wzrostu.

Wakacje to zazwyczaj w gospodarce i polityce sezon ogórkowy, rzadko zdarza się, aby w tym czasie cokolwiek zakłócało tradycyjny urlopowy spokój. W tym roku jednak jest zupełnie inaczej - mimo że od wyborów parlamentarnych minęło 10 miesięcy, tworzy się właśnie nowy rząd. Mamy nowego premiera, nowego ministra finansów (to już czwarty od wyborów!) i nowe żądania starych koalicjantów.

Sytuacja ta musi niepokoić, ponieważ opinia publiczna nie usłyszała jak dotąd żadnego oficjalnego uzasadnienia tych zmian. Co więcej, wydawać by się mogło, że wiele okoliczności przemawiało przeciwko odwoływaniu premiera Marcinkiewicza. Po pierwsze, miał on wysokie poparcie społeczne, w odróżnieniu od wielu innych polityków opcji rządzącej. Po drugie, tak się szczęśliwie składa, że nasza gospodarka jest obecnie we wzrostowej fazie cyklu koniunkturalnego, co sprawia, że trudno rządowi zarzucić słabe wyniki gospodarcze. I wreszcie po trzecie, premier cieszył się dobrą opinią wśród inwestorów zagranicznych i jego osoba stanowiła swoistą przeciwwagę dla obecnych w rządzie polityków z LPR i Samoobrony. Jakie więc były powody odwołania premiera Marcinkiewicza? Możemy się tylko domyślać, że premier stał się zbyt niezależny. Pytanie tylko, jak to się ma do deklaracji prezesa Kaczyńskiego, który w dniu nominacji Marcinkiewicza zapewniał, że nie będzie mowy o "sterowaniu z tylnego siedzenia", a decyzje premiera będą całkowicie suwerenne.

Skupmy siź jednak na przyszłości. Najistotniejsze będzie podejście nowego premiera do kwestii gospodarczych. Początek nie był najgorszy - prezes Kaczyński oświadczył bowiem publicznie, że priorytetem jego rządu będzie reforma finansów publicznych i nominował na stanowisko ministra finansów człowieka cieszącego się dobrą opinią rynku. Ponadto przyszły premier obiecał, że nie dopuści do osłabienia złotego i będzie wspierał rozwój giełdy. Trzeba mieć nadzieję, że nie skończy się na deklaracjach, a słynne stwierdzenie, że prezesa PiS nudzą sprawy gospodarcze, nie okaże się mottem jego pracy w rządzie.