Dzisiaj wydaje się, że można podzielić ją na dwa etapy. Na rzeczy, które można wprowadzić stosunkowo szybko, a które są potrzebne - chodzi tu głównie o ustawę o finansach publicznych oraz na kwestie, które są ważne, ale zbytni przy nich pośpiech może odbić się na jakości.
Co zatem z całego pakietu zaprezentowanego jeszcze przez Zytę Gilowską jest do wprowadzenia już teraz?
Ten pakiet jest bardzo dobrze znany szerokiemu gremium Rady Ministrów. W tym momencie nie zapadły jednak jeszcze ostateczne decyzje. Będę więc powściągliwy z udzieleniem odpowiedzi tak długo, jak długo nie zostanie poprowadzona granica, co korzystnie byłoby robić w pierwszym etapie, a co musi być bardzo dokładnie skonsultowane. Nie zawsze czas działa na niekorzyść.
Czyli nie będzie 9 mld zł oszczędności reklamowanych przez Pana pSama ustawa nie przynosi oszczędności. W momencie kiedy wejdzie w życie, oddziaływać będzie w wielu drobnych obszarach. W każdym z nich poprzez uelastycznienie środków publicznych zwiększy się efektywność zarządzania. A to przyniesie oszczędności.
W tym momencie mamy dobrą koniunkturę gospodarczą. Czy nie jest to najlepsza okazja, aby przejrzeć wydatki socjalne i zdecydować, które w tej lepszej sytuacji nie są potrzebne?
To jest jeden z tych tematów, który otwiera możliwość szerszej współpracy z pozostałymi członkami rządu. Dużą rolę do odegrania w tym zakresie widzę w przypadku Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Polegałaby ona na wnikliwym przeglądzie, a następnie ocenie, według kryterium zasadności, istniejących mechanizmów dystrybucji pomocy społecznej. Dopiero wnioski płynące z takiej analizy mogłyby stać się zaczynem dla odpowiednich zapisów w ustawie budżetowej.
Wie Pan, do jakich wniosków doszedł resort pracy?
Czekamy na sygnały.
Czeka Pana w Sejmie "kampania wrześniowa", podczas której Ministerstwo Finansów będzie bronić reform podatkowych. Chwilę potem zacznie się dyskusja o przyszłorocznym budżecie. Czy planuje Pan jakąkolwiek "zakładkę" na wypadek kosztownych politycznych kompromisów?
Rzeczywiście, będzie to dla resortu finansów trudny miesiąc. Zgadzam się też z tym, że dyskusje o budżecie będą bardzo ciężkie. Ale ja od początku kieruję się zasadą bezpieczeństwa, zarówno jeżeli chodzi o planowanie dochodów budżetowych, jak i deficytu. Dlatego dochody na poziomie 209 mld zł są niezagrożone z punktu widzenia obecnie toczących się procesów legislacyjnych w Sejmie.
To znaczy, że niezależnie od losu rządowych projektów "ściągnie" Pan do budżetu taką sumę?
W tym momencie jesteśmy w stanie uzyskać dochody w wysokości 209 mld zł. Sądzę, że sytuacja pod tym względem jest bardzo bezpieczna. Przypomnijmy, że to będzie o 13,5 mld zł więcej niż w tym roku. A zatem uwzględniamy po stronie dochodów zajście wielu korzystnych czynników. Według prognoz, bezrobocie będzie spadać mniej więcej w tempie 1,5 pkt proc. w skali roku, a dynamika zatrudnienia wyniesie 3 proc. Ważnym czynnikiem będzie dalsze wchodzenie na rynek pracy wyżu demograficznego. Do tego będziemy mieli wzrost gospodarczy na poziomie około 4,6 proc., przy 5-proc. wzroście popytu krajowego.
Jako podatnik wcale nie cieszyłbym się, że dochodów będzie więcej... Ale jak chce się Pan zabezpieczyć przez żądaniami większych wydatków?
Obroną kotwicy budżetowej.
Czy przewiduje Pan jakiekolwiek zmiany w projektach ustaw podatkowych już złożonych w Sejmie?
W tym momencie nie planujemy istotnych zmian w podatkach. Aczkolwiek warto zwrócić uwagę, jakie pomysły ustawodawcze ma sam Sejm. Widząc, co chcą zrobić posłowie, będziemy też wiedzieć więcej na temat poparcia naszych ustaw.
Wycofa się Pan z wprowadzania 19-proc. podatku od zysków z obrotu nieruchomościami. Wiele osób obawia się, że jeszcze bardziej utrudni on sytuację kupujących.
Niekoniecznie. Ten podatek zapobiega nadmiernym spekulacjom na rynku. Jeżeli ktoś kupuje dla siebie, to nie zauważy dodatkowych obciążeń.
Rząd uderzy tylko w spekulantów?
To nie jest kwestia uderzenia w spekulantów. Być może ten podatek jest racjonalniejszy od obecnej stawki - 10 procent.
Inwestorzy giełdowi boją się, że po wprowadzeniu takiego podatku szanse na zniesienie taksy "Belki" będą znikome, bo to w końcu podobne konstrukcje...
To są dwa zupełnie inne podatki. W obecnym pakiecie przedłożonym Sejmowi nie ma propozycji związanych z podatkiem "Belki". Nie oznacza to jednak, że temat ten nie powróci przy okazji kolejnych zmian w podatkach.
Załóżmy, że po wygranej przed sądem lustracyjnym Zyta Gilowska wróci do rządu. Jakie Pan wówczas widzi dla siebie miejsce?
Ja poważnie traktuję swoją pracę jako minister finansów. Dlatego teraz koncentruję się na pracy. Pisanie scenariuszy zostawiam na później.
Co Pan sądzi o pomyśle lustracji majątkowej, czy powinien być rozszerzony na inne - niż najwyżsi urzędnicy i politycy - grupy?
Jestem za pełną jawnością jak najszerszej grupy osób pełniących funkcje publiczne. Decyzja należy do parlamentu.
Dziękuję za rozmowę.
Fot. Anna Węglewska