Reklama

Wybieram polskie aktywa

Publikacja: 05.08.2006 08:47

Czy zainwestowałby Pan teraz w polskie obligacje?

Wierzę w dobrą koniunkturę gospodarczą w Polsce, a więc wybieram aktywa polskie. Zawsze będę wybierał.

Wzbudził Pan sensację, kiedy media ujawniły, że na inwestycjach kapitałowych zbił Pan fortunę - z górą 7 mln zł. Da się zarobić takie pieniądze tylko na polskim rynku?

Uważam, że tak. To kwestia tego, żeby za każdym razem przygotować się do inwestycji. Ważne, żeby nie ulegać emocjom, trendowi, lecz mieć pewne przemyślenia, obliczenia. Warto zwrócić uwagę na horyzont nie krótkoterminowy, ale długoterminowy.

W co Pan inwestował?

Reklama
Reklama

W Internetowy Dom Maklerski w czasach, gdy mało kto wierzył w sukces inwestowania w tę branżę.

Przejdźmy z finansów osobistych do publicznych. Kiedy polski deficyt będzie na poziomie akceptowanym przez Unię Europejską?

Dla mnie to jest priorytet. Przyjęta i powszechnie dziś akceptowana reguła kotwicy budżetowej, zgodnie z którą deficyt nie może przekroczyć 30 mld zł, zaświadcza o zrozumieniu spraw finansów publicznych przez polityków. Politycy już wiedzą, że budżet nie jest elastyczny, że istnieją ograniczenia. Kotwica budżetowa w sposób jasny i precyzyjny wyznaczyła granicę, której w dyskusji budżetowej się nie dotyka. Kotwica budżetowa jest nie tylko barierą psychologiczną strzegącą budżetu. To także droga do spełnienia warunków konwergencji. Przy stałym wzroście gospodarczym utrzymywanie nominalnej kotwicy budżetowej oznacza, że relacja deficytu do PKB spada. Przybliża to możliwość spełnienia przez Polskę kryteriów konwergencji w 2009 r.

Ekonomiści szacują, że unijne kryteria, czyli deficyt poniżej 3 proc. PKB, przy takiej kotwicy uda nam się osiągnąć dopiero w 2010 r. Nie można szybciej? Co Pan usłyszał w Komisji Europejskiej? Nie boi się Pan kar za nieprzestrzeganie dyscypliny fiskalnej?

Boję się, dlatego negocjuję uniknięcie tych kar. Mamy mocne argumenty, żeby zapobiec wszczęciu przeciwko Polsce postępowań wynikających z procedury nadmiernego deficytu. Spotkałem się w tej sprawie z komisarzem Joaquínem Almunią (komisarz ds. polityki gospodarczej i pieniężnej - red.). Wyjaśniłem, że na wielkość deficytu w znacznej mierze wpłynęły koszty przeprowadzonej reformy emerytalnej. Skutkiem tej reformy jest konieczność przekazywania dotacji z budżetu państwa do FUS, celem kompensowania ubytku składek przekazywanych przez FUS do kapitałowych funduszy emerytalnych. Gdyby w Polsce nie została przeprowadzona reforma emerytalna, wskaźniki deficytu sektora instytucji rządowych i samorządowych byłyby poniżej wartości referencyjnej w całym omawianym okresie. Komisarz Almunia wyraził uznanie i chęć zainspirowania innych krajów UE, aby podjęły się podobnego wyzwania. Dlatego komisarz Almunia dał do zrozumienia, że istnieje pole do negocjacji, jeśli chodzi o scenariusz schodzenia Polski z deficytu o 0,3-0,4 pkt proc. w skali roku - i w konsekwencji zbliżenie się do 3 proc. Jeżeli Polska będzie konsekwentna, jeżeli wykażemy, że jesteśmy w stanie obronić naszą "ścieżkę dojścia" do celu, to decyzje powinny być dla nas pozytywne.

Czy nowa "ścieżka dojścia" jest już przygotowana?

Reklama
Reklama

Aktualizację programu konwergencji złożymy na przełomie listopada i grudnia.

Jaki harmonogram przewiduje Pana scenariusz?

Oceniam, że mamy szansę, by deficyt w roku 2009 r. wyniósł około 3,5 proc. - a więc już blisko unijnego progu. W ostatnich dwóch latach mieliśmy lepsze wykonanie budżetu od zakładanego. Wynikało to m.in. z tego, że Polska w planowaniu budżetu kieruje się regułą ostrożnościową. W 2004 r. deficyt planowano na 45 mld zł, a był niższy. W roku 2005 był planowany na ponad 35 mld zł, a ostatecznie wyniósł 28,5 mld zł. W tym roku w planach jest 30,55 mld zł. Istnieje możliwość, że będzie o kilkaset milionów niższy.

Tylko o kilkaset? Były już wypowiedzi, także Pana, że niedobór będzie niższy o 2-2,5 mld zł od planu...To zależy, czy będziemy się wypowiadali w kategoriach ostrożnościowych, czy w kategoriach optymalnych możliwości. Nadal mamy kilka niewiadomych.

Mianowicie?

W tym roku niewiadome to zwrot VAT w budownictwie oraz akcyza samochodowa.

Reklama
Reklama

Obawia się Pan, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości może nakazać zwrot akcyzy od importowanych, używanych aut już w tym roku?

Może się tak stać.

I co wtedy? Wypłaci Pan kierowcom 2,5 mld zł?

Nie wszystko wypłacane będzie w jednym roku. Chodzi o to, aby mieć pewną rezerwę. Dodatkową zagadką jest jeszcze kwestia wypłat w rolnictwie związanych z suszą. Te wszystkie elementy powodują, że deficyt, liczony ostrożnie, dochodzi do planowanych 30 mld zł.

Zna Pan już bardziej dokładne koszty, jakie w tym roku poniesie budżet z powodu suszy?

Reklama
Reklama

Źeby odpowiedzieć na to pytanie, resort rolnictwa musi policzyć straty spowodowane suszą. Istnieją szacunki GUS, które są jednak bardzo orientacyjne. Bazują bowiem na próbie. Nadal nie wiemy, czy poszkodowanych jest 200 tys. czy pół miliona gospodarstw rolnych.

Kiedy otrzyma Pan wyliczenia od Andrzeja Leppera, będzie Pan je surowo sprawdzał, czy po prostu przyjmie jak polecenie wypłaty?

Przede wszystkim chciałbym, aby te statystyki były wiarygodne. Będziemy sprawdzać, czy wyliczenia są zrobione prawidłowo. Jesteśmy zainteresowani tym, żeby pieniądze były wydatkowane zgodnie z przyjętymi przez Radę Ministrów zasadami i limitami.

Chyba nie będzie to łatwe, zważywszy na kampanię samorządową. Trudno będzie Panu wtedy negować potrzeby rolników.

W zakresie rozdysponowania pomocy między poszkodowanych suszą właściwy jest resort rolnictwa. Trzeba wierzyć, że zrobi to dobrze.

Reklama
Reklama

Wróćmy do problemów z nadmiernym deficytem. Powiedział Pan, że niedobór w 2009 roku wyniesie około 3,5 proc. PKB. Co na to Bruksela. Wstrzyma się z karaniem Polski?

Zdecydowanie najtrudniejszą rzeczą jest dzisiaj kwestia Eurostatu. Wszystko wskazuje na to, że nie zmieni on metodologii liczenia deficytu tylko dla jednego państwa. Zmiana reguł gry ex post jest trudna ze względu na zasady prowadzenia statystyk unijnych.

Ale z drugiej strony, rzeczywiście trzeba odróżnić karanie za nieprzestrzeganie dyscypliny budżetowej od zachęcania i motywowania do działań na rzecz poprawy kondycji finansów publicznych. Są kraje w Europie, które przekraczają dopuszczalny poziom deficytu w związku z nadmierną ekspansją wydatków. W przypadku Polski jest inaczej. W momencie kiedy nie wliczamy otwartych funduszy emerytalnych do systemu finansów publicznych, rośnie nasz deficyt w stosunku do PKB. Świadomość, co generuje polski deficyt, jest ze strony Unii gwarantem, że nie stosujemy samowoli, ale podjęliśmy z własnej inicjatywy reformy, które mogą być pewnego rodzaju wzorcem. Wiele krajów UE będzie musiało zadać sobie pytanie - kiedy i jak reformować systemy emerytalne.

Jak możemy być wzorem, skoro poszedł już w świat sygnał, że opóźniamy reformę finansów publicznych?

Nie opóźniamy... Prace zostały podjęte stosunkowo dawno, ale pojawiło się wiele możliwości, w którym kierunku można tę reformę poprowadzić.

Reklama
Reklama

Dzisiaj wydaje się, że można podzielić ją na dwa etapy. Na rzeczy, które można wprowadzić stosunkowo szybko, a które są potrzebne - chodzi tu głównie o ustawę o finansach publicznych oraz na kwestie, które są ważne, ale zbytni przy nich pośpiech może odbić się na jakości.

Co zatem z całego pakietu zaprezentowanego jeszcze przez Zytę Gilowską jest do wprowadzenia już teraz?

Ten pakiet jest bardzo dobrze znany szerokiemu gremium Rady Ministrów. W tym momencie nie zapadły jednak jeszcze ostateczne decyzje. Będę więc powściągliwy z udzieleniem odpowiedzi tak długo, jak długo nie zostanie poprowadzona granica, co korzystnie byłoby robić w pierwszym etapie, a co musi być bardzo dokładnie skonsultowane. Nie zawsze czas działa na niekorzyść.

Czyli nie będzie 9 mld zł oszczędności reklamowanych przez Pana pSama ustawa nie przynosi oszczędności. W momencie kiedy wejdzie w życie, oddziaływać będzie w wielu drobnych obszarach. W każdym z nich poprzez uelastycznienie środków publicznych zwiększy się efektywność zarządzania. A to przyniesie oszczędności.

W tym momencie mamy dobrą koniunkturę gospodarczą. Czy nie jest to najlepsza okazja, aby przejrzeć wydatki socjalne i zdecydować, które w tej lepszej sytuacji nie są potrzebne?

To jest jeden z tych tematów, który otwiera możliwość szerszej współpracy z pozostałymi członkami rządu. Dużą rolę do odegrania w tym zakresie widzę w przypadku Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Polegałaby ona na wnikliwym przeglądzie, a następnie ocenie, według kryterium zasadności, istniejących mechanizmów dystrybucji pomocy społecznej. Dopiero wnioski płynące z takiej analizy mogłyby stać się zaczynem dla odpowiednich zapisów w ustawie budżetowej.

Wie Pan, do jakich wniosków doszedł resort pracy?

Czekamy na sygnały.

Czeka Pana w Sejmie "kampania wrześniowa", podczas której Ministerstwo Finansów będzie bronić reform podatkowych. Chwilę potem zacznie się dyskusja o przyszłorocznym budżecie. Czy planuje Pan jakąkolwiek "zakładkę" na wypadek kosztownych politycznych kompromisów?

Rzeczywiście, będzie to dla resortu finansów trudny miesiąc. Zgadzam się też z tym, że dyskusje o budżecie będą bardzo ciężkie. Ale ja od początku kieruję się zasadą bezpieczeństwa, zarówno jeżeli chodzi o planowanie dochodów budżetowych, jak i deficytu. Dlatego dochody na poziomie 209 mld zł są niezagrożone z punktu widzenia obecnie toczących się procesów legislacyjnych w Sejmie.

To znaczy, że niezależnie od losu rządowych projektów "ściągnie" Pan do budżetu taką sumę?

W tym momencie jesteśmy w stanie uzyskać dochody w wysokości 209 mld zł. Sądzę, że sytuacja pod tym względem jest bardzo bezpieczna. Przypomnijmy, że to będzie o 13,5 mld zł więcej niż w tym roku. A zatem uwzględniamy po stronie dochodów zajście wielu korzystnych czynników. Według prognoz, bezrobocie będzie spadać mniej więcej w tempie 1,5 pkt proc. w skali roku, a dynamika zatrudnienia wyniesie 3 proc. Ważnym czynnikiem będzie dalsze wchodzenie na rynek pracy wyżu demograficznego. Do tego będziemy mieli wzrost gospodarczy na poziomie około 4,6 proc., przy 5-proc. wzroście popytu krajowego.

Jako podatnik wcale nie cieszyłbym się, że dochodów będzie więcej... Ale jak chce się Pan zabezpieczyć przez żądaniami większych wydatków?

Obroną kotwicy budżetowej.

Czy przewiduje Pan jakiekolwiek zmiany w projektach ustaw podatkowych już złożonych w Sejmie?

W tym momencie nie planujemy istotnych zmian w podatkach. Aczkolwiek warto zwrócić uwagę, jakie pomysły ustawodawcze ma sam Sejm. Widząc, co chcą zrobić posłowie, będziemy też wiedzieć więcej na temat poparcia naszych ustaw.

Wycofa się Pan z wprowadzania 19-proc. podatku od zysków z obrotu nieruchomościami. Wiele osób obawia się, że jeszcze bardziej utrudni on sytuację kupujących.

Niekoniecznie. Ten podatek zapobiega nadmiernym spekulacjom na rynku. Jeżeli ktoś kupuje dla siebie, to nie zauważy dodatkowych obciążeń.

Rząd uderzy tylko w spekulantów?

To nie jest kwestia uderzenia w spekulantów. Być może ten podatek jest racjonalniejszy od obecnej stawki - 10 procent.

Inwestorzy giełdowi boją się, że po wprowadzeniu takiego podatku szanse na zniesienie taksy "Belki" będą znikome, bo to w końcu podobne konstrukcje...

To są dwa zupełnie inne podatki. W obecnym pakiecie przedłożonym Sejmowi nie ma propozycji związanych z podatkiem "Belki". Nie oznacza to jednak, że temat ten nie powróci przy okazji kolejnych zmian w podatkach.

Załóżmy, że po wygranej przed sądem lustracyjnym Zyta Gilowska wróci do rządu. Jakie Pan wówczas widzi dla siebie miejsce?

Ja poważnie traktuję swoją pracę jako minister finansów. Dlatego teraz koncentruję się na pracy. Pisanie scenariuszy zostawiam na później.

Co Pan sądzi o pomyśle lustracji majątkowej, czy powinien być rozszerzony na inne - niż najwyżsi urzędnicy i politycy - grupy?

Jestem za pełną jawnością jak najszerszej grupy osób pełniących funkcje publiczne. Decyzja należy do parlamentu.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Anna Węglewska

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama