Wcześniejsze przypuszczenia się sprawdziły. Ponownie rynki zareagowały wzrostem cen na dane, które nie były tak dobre, jak wcześniej oczekiwano. Zastanawiam się, czy w ogóle należy o nich mówić ęle, skoro taka pozytywna była reakcja. Zdrowy rozsądek nakazuje ocenić słabszy przyrost liczby miejsc pracy jako sygnał spowolnienia gospodarczego. Kolejny taki sygnał. Czy to jest powód do radości? Jak widać tak, choć sam bym z tym polemizował. Trzeba pamiętać, że to nie poziom aktywności gospodarczej jest najważniejszy dla członków FOMC. Owszem, biorą oni pod uwagę zmiany, jakie zachodzą w realnej sferze gospodarki, ale nie należy zapominać, że najważniejszym czynnikiem wpływającym na decyzje tego gremium jest zmiana cen. Mówił przecież o tym przed dwoma miesiącami Ben Bernanke, wzbudzając
tym popłoch na rynkach.
Teraz nikt zdaje się o tym nie pamiętać.
Cały tydzień nie był pomyślny dla posiadaczy długich pozycji. Pewnym pocieszeniem była wczorajsza sesja. Rynkowi udało się odbić od poziomu wsparcia, jakim pozostaje luka hossy z drugiej połowy lipca. Tym samym, odroczony został wyrok przyspieszenia spadku cen. Samo odbicie nie jest na razie jakoś szczególnie wielkie, a więc trudno budować na jego podstawie wielce optymistyczne prognozy.
W tej chwili sytuacja jest dość klarowna. W trakcie tygodnia padły linie trendu wzrostowego i można mówić o wyjściu wykresów poza obszar formacji klina zwyżkującego widocznej zarówno na wykresie kontraktów, jak i indeksu. Oczywiście, można dyskutować, czy jest to sygnał istotny i czy będzie skuteczny. Linia trendu wzrostowego, będąca dolnym ograniczeniem klina, jest faktycznie dość stroma, co obniża jej wiarygodność. Przypomnę jednak, że prawdziwym sygnałem będzie zamknięcie wspomnianej już luki hossy. Przełamanie wspomnianej linii jest tylko sygnałem wstępnym.