Znajomy profesor opowiedział mi historię o tym, jak wdrażał w Ursusie HOPP (Human Oriented Productivity Programme), japońską technikę zarządzania. Jest to poprawa produktywności "rękoma pracowników" - pozwala się im na inicjatywę w zakresie udoskonalania swojego stanowiska pracy.

Profesor relacjonował. Weszliśmy do Ursusa, gdy był już podzielony na pojedyncze firmy. Niektóre z nich były lepsze, niektóre gorsze. Weszliśmy do oddziału, który był jednym z lepszych. Spowodowaliśmy, że był jeszcze lepszy. To nie mogło się podobać. Nie dość, że był lepszy, to wyglądał lepiej. Jednym ze skutków HOOP jest bowiem to, że miejsce pracy wygląda czysto i schludnie. Są miejsca do jedzenia kanapek, do odpoczynku, miejsca na kwiatki, tablice, zdjęcia. Powodowało to kolosalne różnice, czyli to, czego ludzie nie lubią najbardziej. Nasz wydział dzielił budynek z innym. Pracownicy przechodzili przez drzwi i znajdywali się w zupełnie odmiennym świecie - kolorowym, w odróżnieniu od przykurzonego, rdzawego, zasypanego używanymi częściami i skrawkami metali. Paradoks polegał na tym, że ten wydział obok też mógł zrobić to, co my. Tylko on wolał być nieszczęśliwy i niezadowolony. Tak jak cała reszta wydziałów. Tak dobrze nam szło, że władze Ursusa przerwały wreszcie program. Źeby było to pewne, zwolnili też prezesa naszej firmy. HOOP działa wyśmienicie, ale - jak widać - jest problem z mentalnością ludzi.

Czy coś zmieniło się w mentalności Polaków przez ostatnie 10 lat? Niezbyt wiele. Dobrym przykładem jest dzielenie się wiedzą w ramach organizacji. Nie tylko jednostkowe obserwacje, ale też i badania naukowe potwierdzają, że Polacy nie chcą tego robić. Dlaczego? Dobre kontakty ze znaczącym klientem czy niestandardowa wiedza z jakiegoś zakresu pozwala czuć się pewniej w pracy. Tylko że przez taki egoizm, w tym przypadku odnośnie do wiedzy, traci cała firma, bo kilka "gwiazd" nie wystarczy. Gdzie zatem leży problem?

Odpowiedź wydaje się jasna. Dopóki w naszym kraju będzie tak wysokie bezrobocie, a przynajmniej będzie ono w umysłach pracujących, dopóty niewiele się zmieni. Lepszego trzeba zgnieść, byśmy nie czuli się gorsi (Ursus), a z drugiej strony - łaknącemu wiedzy młodszemu koledze trzeba przekazywać mało istotne informacje, a kiedy pyta o coś więcej - zbywać (bo jeszcze mnie "wygryzie" z pracy, jak się dowie więcej). W ten sposób jednostki lub wyodrębnione grupy uwidaczniają instynkt zachowawczy. Często jednak nie widzą, że odmienne zachowanie wyszłoby wszystkim na dobre. Im w szczególności.

Nie twierdzę, że wszystkie problemy polskich firm wynikają z mentalności ich pracowników. Tak z pewnością nie jest. Jestem jednak przekonany, że dzięki innym postawom osób tworzących przedsiębiorstwa cała gospodarka miałaby się lepiej. Kilku kandydatów na moje miejsce pracy przestałoby być złem. Tylko że w tym miejscu, mówiąc słowami sportowców, spotyka się płotek nie do przeskoczenia. Nie da się zmienić mentalności bez innej rzeczywistości, a jej nie uda się zbudować bez zmienionych postaw. Dlatego też obecny stan rzeczy będzie jeszcze długo trwał. Bardzo powoli ewoluując. Szkoda.