Zapewne większość inwestorów i analityków mocno narzeka na takie notowania, jakie oglądaliśmy na wtorkowej sesji. Jedyną alternatywą dla wąskiej konsolidacji przy śladowych obrotach było rozbujanie rynku przez spekulacyjne transakcje koszykami zleceń, które pod przykrywką arbitrażu często właśnie w takie dni próbują rzeźbić pożądany przez dużych inwestorów obraz rynku i wciągać do tej niebezpiecznej gry szersze grono inwestorów. Jeśli tak spojrzymy na rynek, to męczący marazm przestaje być harówką inwestorów, a staje się normalnym etapem giełdowej rozgrywki, wynikającym w tym wypadku z amerykańskiego kalendarza.
Kalendarz ten zmusza też do pisania poniższego tekstu bez znajomości decyzji Fed, a to w dodatku dopiero druga z czterech części sesji, która odbyła się za oceanem. Pierwsza to notowania do 20.15. Druga to emocjonalna reakcja właśnie na ogłoszenie samej decyzji o tym, czy stopy zostały podniesione, czy też pozostały na dotychczasowym poziomie 5,25 proc. Dopiero po tym przyjdzie chwila refleksji i zagłębienia się w treść komunikatu (trzecia część sesji) i albo ruch bździe kontynuowany, albo (czego większość inwestorów w ogóle często nie rozpatruje) wręcz gwałtownie odwrócony. Czwarta część sesji to posesyjne wyniki m.in. giganta Cisco.
W takim dniu sama wiedza
o tym, ile punktów zyskały/straciły amerykańskie indeksy na zamknięcie notowań, bez świadomośc,i
jak inwestorzy reagowali