Przed podaniem decyzji w sprawie stóp procentowych w USA
niewiele się działo na rynkach. Informacje o znacznie szybszym wzroście kosztów od efektywności pracy wzmocniły trochę dolara, obniżyły nieco notowania na giełdach w Eurolandzie, ale nie były to znaczące ruchy. Sytuacja wyglądała tak, jakby inwestorzy byli przekonani, że podwyżki nie będzie, ale zupełnie nie mieli wyobrażenia, co stanie się dalej. Stąd powstrzymywanie się z decyzjami. Równocześnie nie wydaje się, aby sierpniowa decyzja odnośnie do kosztów pieniądza w USA z fundamentalnego punktu widzenia miała aż tak duże znaczenie,
jakie przypisują jej rynki. Raczej chodzi o psychologiczny wpływ na wpływ na inwestorów, którzy w tej decyzji próbują znaleźć klucz do rozszyfrowania przyszłej koniunktury. Mają oni w pamięci
zachowanie S&P 500 po dwóch ostatnich podwyżkach stóp. Po majowej decyzji S&P 500 po 10 sesjach był prawie 5 proc. niżej, po czerwcowej w tym samym okresie stracił prawie 2,5 proc. W obu przypadkach przed posiedzeniem Komitetu Otwartego Rynku notowania trochę zyskiwały. Tym razem przez ostatnie dwa tygodnie praktycznie nie zmieniły się. Od samej decyzji ważniejszy będzie komunikat po posiedzeniu i to, jak wyważone zostaną w nim kwestie spowolnienia gospodarczego i napięć inflacyjnych. Gdyby wskazano na słabnięcie tempa rozwoju i utrzymywanie się presji inflacyjnej, można byłoby oczekiwać spadku na giełdach. Trudniej
natomiast byłoby określić reakcje na rynku dolara czy papierów skarbowych. Wpływ na nie obu czynników bilansowałby się. Najbardziej jednak chyba prawdopodobne jest to, że inwestorzy wtorkowym wieczorem nie znajdą jasnych wytycznych co do przyszłego kształtu polityki pieniężnej w USA, a notowania zostaną zdeterminowane przez chwilowe nastroje. W takiej sytuacji zachowanie rynków pod koniec wtorkowej sesji niewiele mówiłoby o przyszłych notowaniach, a wręcz mogłoby prowadzić do mylnych wniosków. Z tymi przyjdzie zapewne poczekać przynajmniej do końca