Uziemione samoloty, zdenerwowani pasażerowie i inwestorzy giełdowi, którzy mieli w portfelach akcje towarzystw lotniczych, biur podróży i innych firm związanych z branżą turystyczną. To skutki czwartkowego alarmu na podlondyńskim lotnisku Heathrow, który miał też wpływ na ceny ropy naftowej.
Spadki na giełdach
Wczoraj z powodu zagrożenia atakami terrorystycznymi zamknięto główne brytyjskie lotnisko Heathrow. Pod znakiem zapytania było aż 440 przylotów. Policja aresztowała podejrzewanych o udział w przygotowywaniu zamachów. Terroryści zamierzali zdetonować ładunki przemycone w bagażach podręcznych na pokłady samolotów lecących do Stanów Zjednoczonych. Mieli podobno zaatakować 11 maszyn.
Antyterroryści wprawdzie pokrzyżowali plany zamachowców, ale nie uchronili od strat linii lotniczych i wielu firm branży turystycznej. British Airways, Ryanair, Lufthansa i Air France-KLM zaczęły czwartkowe notowania giełdowe od kilkuprocentowych spadków. Dzień również skończyły na minusie, podobnie jak wiodące indeksy na giełdach europejskich. Również w Warszawie notowaliśmy spadki. Sesje w USA najważniejsze wskaźniki zaczęły od zniżek. Taniały też akcje hiszpańskiej spółki Ferrovial, akcjonariusza warszawskiego Budimeksu, który kupuje brytyjską firmę BAA, zarządzającą kilkoma brytyjskimi lotniskami, w tym największym - Heathrow.
Lufthansa miała w rozkładzie aż 56 lotów z i do Londynu i wszystkie odwołała. Na Heathrow odwołano przyloty samolotów na krótkich dystansach, na których czas lotu nie trwa dłużej niż trzy godziny. Najbardziej ucierpiały British Airways, dla których Heathrow jest głównym portem.