Pan Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, po raz kolejny dał odpór fałszywym pogłoskom, jakoby polskie banki były drogie. Czarno na białym zostało udowodnione, że jest wprost przeciwnie. Ceny usług bankowych spadły w ostatnich latach o 3 proc., oprocentowanie kredytów konsumenckich od 2002 r. aż o 6 pkt proc., a konsumenckich o 3 pkt proc. Czyli - hulaj dusza bez kontusza.
Oczywiście, są tacy, co tym danym nie wierzą. Według mnie, o cenie kredytu w danym banku nie decyduje całość oprocentowania, tylko wysokość marży danej instytucji. Na wysokość części odsetek bank komercyjny nie ma wpływu - decyduje o tym Rada Polityki Pieniężnej. Jeśli więc oprocentowanie pożyczki w banku komercyjnym spadło dokładnie o tyle, o ile obniżył stopy NBP, to bank komercyjny nadal pobiera taką samą marżę. Co najwyżej można powiedzieć, że jest tak samo drogi jak poprzednio, choć faktycznie zdrożał (marża stanowi większą część kosztu kredytu niż poprzednio). Na dodatek bankowcy też jakoś nie słuchają swojego prezesa. Co który poinformuje o wynikach, to mówi, że dochody odsetkowe maleją, za to rosną dochody z prowizji. Jasne jest, dlaczego spadają przychody z odsetek, ale skąd ta eksplozja prowizji? I to w kraju, gdzie mamy tak małe ubankowienie, klientów oraz rachunków nie przybywa, za to ludziska emigrują? Czyżby Polacy nagle zaczęli przeprowadzać dwa razy więcej operacji na kartach i rachunkach? Odpowiedź jest prosta - banki zwiększają ceny usług. I to też widać czarno na białym - raz w informacjach o zmianach stawek, przesyłanych do klientów, a drugi raz - w wynikach banków.