Był kiedyś taki serial pod tytułem "Świat według Kiepskich". Bohater filmu - Ferdynand Kiepski - był osobnikiem, który nie stronił od piwka, za to unikał pracy. Z tego powodu (w jednym z odcinków) Kiepski i jego syn, Walduś, zostali bez piwka. I wtedy odkryli pracoholizm. Okazało się, że podobieństwa między alkoholizmem a pracoholizmem nie ograniczają się wyłącznie do części słowa, czyli "holizmu".

Było tak, że im więcej pracowali, tym bardziej byli zawiani. Im bardziej byli zawiani, tym więcej pracowali. Po odnowieniu - wespół z równie wesołymi od pracy sąsiadami - kamienicy, w której mieszkali, zabrali się za Wrocław (tam Kiepscy "urzędowali"). A potem - razem z całym legionem innych miłośników odmiennych stanów świadomości - zabrali się za budowę autostrady do Niemiec.

Najlepsza była scena, w której już po ukończeniu autostrady brać budownicza, przepytywana była przez telewizję. Panowie byli wyraźnie zmęczeni, jeden trzymał się drugiego, i niezbyt wygadani.

Dlaczego o tym piszę? Dostałem bowiem zadanie skomentowania rezultatów działalności Krajowego Funduszu Drogowego. Ale co tu komentować? Drogi są dziurawe, autostrad powstaje tyle, co kot napłakał, za to na rządowych kontach leży coraz więcej pieniędzy z podatków, winiet i niewykorzystanych kredytów (a odsetki pewnie lecą i powiększają dług). Wychodzi na to, że urzędnicy od dróg najwyraźniej nie umieją ich budować. Powinni więc zwrócić się do kogoś, kto umie to robić. Na przykład do Ferdynanda Kiepskiego. On budował drogi szybko i miał przy tym sporo uciechy.