Inflacja w lipcu tego roku wyniosła 1,1 proc. - podał wczoraj GUS. To o 0,3 pkt. proc. więcej niż ubiegłotygodniowe prognozy ekonomistów bankowych. Ankietowani przez "Parkiet" spodziewali się, że wskaźnik ten - średnio - wyniesie 0,8 proc. O inflacji w granicach 0,7-0,8 proc. wspominało również Ministerstwo Finansów. W porównaniu z czerwcem inflacja była większa o 0,3 pkt proc.
Czy wyższy od spodziewanego wzrost cen może skłonić Radę Polityki Pieniężnej do podwyżki stóp procentowych? - Nie sądzę, aby tak się stało - ocenia Grzegorz Maliszewski, ekonomista banku Millennium. - 1,1 proc. to wciąż poniżej celu inflacyjnego. Jeśli nie dojdzie do dalszych wzrostów, nie spodziewałbym się w tym roku żadnych ruchów Rady - mówi. Ryszard Petru, główny ekonomista BPH, uważa jednak, że prawdopodobieństwo takiej decyzji wzrosło. - Widać to po rynku, który wycenia, że taka możliwość jest prawdopodobna w IV kwartale br. Osobiście myślę jednak, że mimo wszystko nastąpi to dopiero w przyszłym roku.
Wzrost inflacji zaskoczył ekonomistów, ale jeszcze bardziej czynniki, które go spowodowały, czyli rekreacja i łączność. Jak podaje GUS, opłaty związane z łącznością wzrosły o 1,9 proc., głównie z uwagi na większe ceny połączeń internetowych. Z kolei usługi związane z rekreacją (telewizja kablowa, turystyka) są droższe o 3,4 proc. - Wydawało się, że globalizacja spowoduje raczej obniżkę w tych segmentach, tymczasem stało się zupełnie odwrotnie - mówi R. Petru. Jak dodaje, raczej nie jest to zwyżka sezonowa. - Myślę, że można mówić o nowym, dłuższym trendzie - zauważa.
Wczoraj GUS podał również, że zatrudnienie wzrosło w ciągu roku o 3,3 proc. (o 0,1 pkt proc. więcej niż przewidywali analitycy), zaś średnie wynagrodzenie o 5,6 proc. (prognoza wynosiła 5,3 proc.) i było równe 2547,8 zł. Jak twierdzi G. Maliszewski, tempo wzrostu wynagrodzeń nie powinno mieć jednak wpływu na decyzję RPP. - Jest on bowiem łagodzony przez zwyżkę wydajności pracy - tłumaczy.