W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z wyraźnym umocnieniem kursu złotego. Był to dość nieoczekiwany zwrot sytuacji. Mogło się bowiem wydawać, że po wcześniejszym osłabieniu i przekroczeniu psychologicznego poziomu 4 zł za euro, pozostanie on powyżej tej granicy przez dłuższy czas. Jako główne argumenty przemawiające za takim rozwojem sytuacji wymieniano wzrost awersji do ryzyka na globalnych rynkach finansowych (przede wszystkim w związku z podwyżkami stóp dokonywanymi przez najważniejsze banki centralne), a także zawirowania na polskiej scenie politycznej i związane z tym obawy o kształt polityki fiskalnej.

Szybko okazało się jednak, że strach ma wielkie oczy. Zbyt wielkie. Po zawierusze politycznej kurz opadł bardzo szybko. Ekipa rządząca umiejętnie "zarządzała kryzysem", dokonując zmian na dwóch kluczowych - z punktu widzenia rynku - stanowiskach w rządzie w rozsądny sposób. Ogłoszenie zmian następowało w weekend, "poza rynkiem". Zanim uczestnicy wrócili w poniedziałek do pracy, wszystkie znaki zapytania były już wyjaśnione. Padły deklaracje o kontynuacji zaplanowanych reform i rozsądnej polityki gospodarczej. W rezultacie, rynek przeszedł do porządku dziennego nad dwukrotną w ciągu miesiąca zmianą ministra finansów i zmianą premiera. Jeśli dodamy to tego zmniejszenie niepokoju na globalnych rynkach finansowych, to mamy wyjaśnienie, dlaczego wyprzedaż złotego trwała tak krótko i ostatnio krajowa waluta jest znowu mocna.

Jest to jednak odpowiedź częściowa. Wymienione wyżej czynniki to powody odchylenia kursu złotego od bardziej długotrwałego trendu, a kluczowy jest sam trend i jego przyczyny. Skąd bierze się siła złotego? Jest ona wprost proporcjonalna do stanu fundamentów makroekonomicznych. Dobrą kondycję polskiej gospodarki widać doskonale w bilansie płatniczym, który dla uważnego obserwatora polskiej gospodarki i rynków finansowych powinien być podstawową lekturą. Co w nim możemy wyczytać? Na przykład to, że w ciągu zaledwie paru lat polski eksport towarów i usług podwoił się, a jednocześnie polska gospodarka nie potrzebuje do szybkiego rozwoju tak wielu dóbr importowanych jak w latach 90. minionego stulecia. W efekcie nastąpiło znaczne zmniejszenie nierównowagi w handlu zagranicznym. To świadczy o tym, jak bardzo rozwinął się potencjał produkcyjny naszej gospodarki i jej konkurencyjność na międzynarodowych rynkach. Było to możliwe m.in. dzięki systematycznemu napływowi inwestycji zagranicznych, co dobrze widać na rachunku kapitałowym bilansu płatniczego. Na rachunku obrotów bieżących widać natomiast, w postaci coraz bardziej ujemnego salda dochodów, że inwestycje te przynoszą zagranicznym właścicielom pokaźne zyski. Polsce duże zyski przynosi z kolei członkostwo w Unii Europejskiej, co widać po coraz wyższym, dodatnim saldzie transferów bieżących.

W sumie, jeśli weźmiemy pod uwagę obraz polskiej gospodarki odzwierciedlony w bilansie płatniczym, to wydaje się, że Polska jest krajem, który potrafi umiejętnie przekuć strumień importowanego kapitału w strumień konkurencyjnych na światowych rynkach towarów i usług. Jeśli dodamy do tego rosnący napływ środków finansowych z budżetu UE, to gra na osłabienie polskiej waluty jest ryzykowna. Zaszkodzić złotemu mogłaby jedynie nieodpowiedzialna polityka gospodarcza, prowadząca do pogorszenia konkurencyjności gospodarki, spowolnienia wzrostu PKB i załamania finansów publicznych. Jeśli tak się nie stanie, to w Polsce może się powtórzyć scenariusz czeski, czyli rekordowo silny kurs walutowy, a jednocześnie dalsze przyspieszenie wzrostu gospodarczego przy zmianie salda w handlu zagranicznym z ujemnego na dodatnie, malejącym bezrobociu, umiarkowanej presji inflacyjnej i niskich stopach procentowych.