Rząd nie blokuje prywatyzacji - oznajmił wczoraj Wojciech Jasiński. Frazę tę minister wygłosił na giełdzie, przy okazji debiutu Astarty Holding. Wydarzenie zgromadziło znaczne grono finansistów, którzy, cóż, przyglądali się niemrawemu wzrostowi notowań spółki. Lepiej więc było słuchać ministra. A ten zadeklarował, że "rząd wykorzysta do prywatyzacji w szczególności giełdę".

Nie wszyscy zapanowali nad mięśniami twarzy. Pojawiły się grymasy. Uśmiech? Niedowierzanie? Indianin powiedziałby, że minister "ma dwa języki". Mówi, że nie blokuje, a blokuje. Mówi, że wykorzysta giełdę, a nie wykorzystuje.

Poprzedni rząd zapowiadał prywatyzację dużych państwowych spółek. W prywatne ręce, w tym na GPW, miały trafić m.in. elektrownie, kopalnie, spółki chemiczne. Kiedy nastały rządy PiS-u, projekty poprzedników powędrowały do szuflady. Nie, prywatyzacja nie jest blokowana. Więc może hamowana? A może tylko spowalniana. Albo lepiej - gruntownie analizowana. To kwestia doboru słów. Wiadomo jedno - od ostatnich wyborów parlamentarnych nie sprywatyzowano żadnej dużej spółki. A giełda o państwowych ofertach może tylko śnić.

Odkąd PiS objął władzę, indeks WIG wzrósł o blisko 30 proc. Akcje debiutantów sprzedają się przy dużych redukcjach zapisów - koniunktura sprzyja ofertom pierwotnym. Dlaczego rząd przesypia ten czas?

Minister Jasiński zadeklarował, że nie zrobi nic, by opóźnić prywatyzację. To nie wystarczy. Niewykluczone, że ostatni dobry moment mamy właśnie teraz. Zapraszamy na giełdę. Za rok może już być za późno. Niedźwiedź czeka za drzwiami.