Wciąż jedyną skuteczną metodą na ograniczenie zatrudnienia w hutnictwie i górnictwie pozostają wysokie odprawy. Mittal Steel Poland przyjmuje wnioski od chętnych do rozwiązania umowy o pracę. Można je składać do 8 grudnia, ale odchodzący z należących do Mittala dawnych hut Sendzimira, Katowice, Florian i Cedler mogą otrzymać nawet 150 tys. zł, jeżeli szybko podejmą decyzję. Mittal gwarantuje minimum 43 tys. zł i dodaje nawet 13-krotność miesięcznego wynagrodzenia (przy najwyższym stażu pracy) oraz bonus wynikający z przepisów ustawy o restrukturyzacji hutnictwa, czyli 6-krotność wynagrodzenia. Zarządowi koncernu szczególnie zależy na zmniejszeniu zatrudnienia w administracji, można się więc spodziewać, że nie wszystkie wnioski pracowników z "produkcji" zostaną zaakceptowane.

Hutnicy nie są jedyną grupą zawodową, która może liczyć na wysokie odprawy w przypadku dobrowolnego odejścia. Duże pieniądze mogą dostać także pracownicy kopalń zatrudnieni na powierzchni. Nieoficjalnie wiadomo, że bierze się pod uwagę wypłatę nawet do 75 tys. zł odprawy dla odchodzącego.

- Nie będę ukrywał, że powinniśmy ograniczyć zatrudnienie wśród pracowników powierzchniowych o ok. 2 tys. osób. Kosztowałoby to nawet 150 mln zł. Czekamy na program przygotowywany przez resort gospodarki - powiedział nam Zbigniew Madej, rzecznik prasowy Kompanii Węglowej.

Wciąż nie wiadomo, kto za te zwolnienia miałby zapłacić. Zarządy spółek liczą na pomoc państwa, jednak rządowi eksperci w najnowszych założeniach do strategii dla górnictwa na lata 2007-2015 sugerują, iż przedsiębiorcy mogą zastosować dowolny system zachęt i osłon prowadzący do zmniejszenia zatrudnienia, ale powinni go finansować z bieżących przychodów lub odrębnego funduszu tworzonego na ten cel.

Warto przypomnieć, że do 2001 r. odchodzący z kopalń górnicy (pracownicy dołowi) otrzymywali w formie jednorazowej odprawy średnio 50 tys. zł brutto. Kilkadziesiąt tysięcy osób skorzystało z tych zachęt, a koszty sięgające 2 mld zł poniosło państwo (z kredytu Banku Światowego). Co więcej, zwolnieni wtedy górnicy dołowi mogą już wrócić do pracy (przepisy zabraniające powrotu do branży przestały obowiązywać). Powroty nie są wykluczone, związkowcy informują bowiem o brakach kadrowych na niektórych stanowiskach wymagających doświadczenia. - Stan zatrudnienia pod ziemią w kopalniach zbliża się do poziomu, który można określić jako minimalny - napisali eksperci rządowi w założeniach do nowej strategii dla górnictwa.