W tym tygodniu zarząd GPW przedstawi wskaźnik, który ma służyć do porównywania naszej giełdy z giełdami regionu (Budapeszt, Praga i Wiedeń). - Nie będzie to nic nowego. Podobne narzędzie wykorzystywał poprzedni zarząd do oceny pozycji GPW w regionie. My je trochę zmieniliśmy. Dotychczas wskaźnik budowany był w oparciu o cztery kategorie, teraz będzie ich sześć. Zmieniona została też waga poszczególnych kategorii - powiedział. Prezes przyznaje, że po zmianie metodologii, GPW wypada gorzej na tle konkurencji. Dotychczas pod uwagę były brane z równymi wagami: kapitalizacja, obroty akcjami i kontraktami oraz liczba spółek. Teraz dodatkowo zostaną uwzględnione płynność (obrót/kapitalizacja) oraz przeciętna kapitalizacja spółki.
Najmniejsze spółki w regionie
Bez narodowych funduszy inwestycyjnych, na GPW na koniec czerwca (zmieniał się wtedy zarząd giełdy) były notowane 242 spółki (w tym sześć zagranicznych). Pod tym względem pozostałe giełdy regionu zostawiamy w tyle. Problem w tym, że kapitalizacja znacznej części krajowych spółek jest tak mała, że wyklucza je z grona firm, którymi interesują się inwestorzy międzynarodowi. W oczach tych graczy atrakcyjność GPW mierzona liczbą firm nie ma dużego znaczenia. Na dodatek, jeżeli odniesie się liczbę spółek do kapitalizacji czy obrotów okazuje się, że na parkiecie mamy najmniejsze przedsiębiorstwa, których akcje cieszą się najmniejszym zainteresowaniem w regionie. Średnia wartość obrotów akcjami przypadająca na jedną spółkę wyniosła w pierwszym półroczu 220 mln dolarów. W Budapeszcie jest ona 3,5 razy większa, w Wiedniu - 4 razy, a w Pradze prawie 5 razy.
W ogonie
pod względem płynności