Gazociąg Północny powinien biec nie po dnie Bałtyku, bo to stwarzałoby zagrożenie dla środowiska naturalnego w regionie, ale lądem - wymyślił właśnie premier Szwecji Goeran Persson. Po raz kolejny okazuje się, że przeciwników rosyjsko-niemieckich planów nie brakuje. Tylko dlaczego każdy z nich mówi własnym głosem lub - jak w przypadku Polski - kilkoma własnymi głosami?
Większość naszych polityków od początku jest przeciw koncepcji położenia rury z gazem na dnie Morza Bałtyckiego. Znacznie lepszym pomysłem byłaby - według nich - budowa drugiej nitki gazociągu Jamał-Europa. Albo też ułożenie magistrali Amber, która biegłaby przez terytorium państw bałtyckich i Polskę aż do Europy Zachodniej. Są jednak i tacy, którzy - na zasadzie "jeśli nie możesz kogoś pokonać, przyłącz się do niego" - chcą, aby nasz kraj... współfinansował rosyjsko-niemiecką inwestycję. Jak widać, opinie o budowie Gazociągu Północnego są podzielone.
Rodzi się jednak podstawowe pytanie: po co cała ta burza mózgów? Przeciwnicy podmorskiego gazociągu zamiast wymyślać kolejne autorskie pomysły i obwieszczać je na własną rękę cieniutkimi głosikami, powinni w końcu przemówić chórem - tak żeby ich głos był słyszalny. Na razie międzynarodowy konkurs na koncepcję Gazociągu Północnego trwa. I trwać będzie zapewne dalej. Pomysłów będzie przybywać i ich autorzy nawet nie zauważą, że Rosjanie i Niemcy, nie pytając nikogo o zdanie i nie słuchając kolejnych koncepcji, położyli już rurę z gazem tam, gdzie chcieli.