Czy istnieje możliwość, że Eureko zrezygnuje z odszkodowania od Skarbu Państwa za niedopełnienie umowy prywatyzacyjnej PZU? Michał Nastula, prezes Eureko Polska, nie chce odpowiedzieć "Parkietowi" na to pytanie. Daje jednak do zrozumienia, że kwestia wysokości zadośćuczynienia to dla Eureko (ma ok. 33 proc. akcji PZU) sprawa drugorzędna. Drogę do ubiegania się o odszkodowanie otwiera częściowy wyrok trybunału arbitrażowego, mówiący, że Polska naruszyła umowę z Holandią o wzajemnej ochronie inwestycji.
Pewne jest jedno - Eureko nie ma zamiaru sprzedawać posiadanych akcji ubezpieczyciela. Za żadne pieniądze. - Nawet jeśli dostalibyśmy za akcje kilkanaście miliardów złotych, to gdzie mielibyśmy je zainwestować? Nie ma w naszym regionie Europy drugiej tak silnej grupy ubezpieczeniowej. To byłaby decyzja pozbawiona sensu - argumentuje Michał Nastula. Holendrzy będą dążyć do wypełnienia przez polski rząd zapisów umowy prywatyzacyjnej. Oprócz przejęcia kontroli nad PZU, spółce zależy w szczególności na wprowadzeniu ubezpieczyciela na giełdę.
Z jednej strony resort skarbu, ustami wiceministra Pawła Szałamachy, zapowiada, że konflikt z Eureko skończy się w ciągu roku. Z drugiej, wicepremier Roman Giertych wzywa rząd do rozliczenia prywatyzacji, przeprowadzonych z naruszeniem prawa. Giertych przypomniał wczoraj w radiowej "Trójce" o raporcie komisji śledczej, w którym stwierdzono, że umowa prywatyzacyjna PZU jest nieważna. - Komisja urządziła polityczny spektakl, nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością - mówi M. Nastula. Przypomina, że do dziś żaden sąd nie zakwestionował ważności umowy prywatyzacyjnej.