GUS podał też, że zgodnie z oczekiwaniami, bezrobocie spadło w lipcu do 15,7 procent. W pierwszym półroczu nakłady inwestycyjne i inwestycje rozpoczęte wzrosły o 15,6 procent rok do roku, a nakłady brutto na środki trwałe zwiększyły się o 14,3 procent, podał GUS.
Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium:
"Choć dane były nieco słabsze, to nadal utrzymuje się dwucyfrowa dynamika wzrostu sprzedaży. Niższa w lipcu była sprzedaż samochodów i to głównie zaważyło na tych danych. Równocześnie wciąż silnie rośnie sprzedaż mebli i sprzętu RTV/AGD. Spadające bezrobocie, wcześniejsza waloryzacja świadczeń, zwiększające się kredyty dobrze rokują konsumpcji. Te dane zatem dobrze wpisują się w obraz rosnącej gospodarki i wskazują, że tegoroczny wzrost PKB powinien wynieść około 5 procent".
Lars Christensen, starszy analityk Danske Banku:
"Dane są nieco słabsze od prognozowanych, ale nadal zupełnie dobre. Trudno z 11-procentowego wzrostu wyczytać pogorszenie się nastrojów konsumentów. Kiedy spojrzy się na poszczególne czynniki, szczególnie wzrost przychodów i zamożności, to sprzyjają one konsumpcji prywatnej. Nie sądzę więc, by był to sygnał trwałego spowolnienia. Nie myślę też, by dane te miały natychmiastowe konsekwencje dla polityki monetarnej. Bank centralny, jak na razie, wstrzymuje się z działaniami i będzie to robił jeszcze przez jakiś czas. Dane te mogłyby ewentualnie opóźnić dyskusję o podwyżce stóp procentowych. Perspektywa ta jednak i tak jest odległa".