Bardzo szybko przyrasta liczba kont i produktów bankowych, z których klienci korzystają przez internet. Jak wynika z zebranych przez nas danych, liczba aktywnych rachunków internetowych (co najmniej jedno logowanie w miesiącu) wzrosła w ostatnich 12 miesiącach o niemal 2 mln - do 6,4 mln. Z kolei według danych Związku Banków Polskich, wszystkich wirtualnych kont w bankach komercyjnych było na koniec lipca 7,9 mln. Nie można jednak na tej podstawie wprost stwierdzić, ilu posiadaczy kont osobistych (a jest ich ok. 17 mln) wykorzystuje sieć do transakcji na ROR-rach. Banki odnotowują w statystykach również m.in. internetowe rachunki oszczędnościowe.
- Rynek usług bankowości w sieci rośnie z roku na rok coraz bardziej dynamicznie. I wciąż ma duży potencjał - mówi Maciej Witkowski, wicedyrektor ds. sprzedaży w mBanku - internetowym ramieniu BRE. - O ile pierwszy milion klientów zdobywaliśmy 5 lat, o tyle kolejny milion spodziewamy się przekonać do siebie już w trzy lata - do końca 2008 r. - dodaje. Jego zdaniem w latach 2001-2002 gros ludzi przyglądało się, jak radzą sobie pierwsi użytkownicy i same banki. Od 2003 r. wielu obserwatorów zaczęło korzystać z bankowości internetowej. - A 2005 r. był dla nas pod względem napływu nowych klientów wyjątkowo udany - mówi Maciej Witkowski.
Istotny wpływ na taki rozwój sytuacji miało bezpieczeństwo transakcji w sieci. - Nie było afer związanych z bankowością internetową i to istotnie przyczyniło się do stworzenia pozytywnego klimatu dla tego rodzaju usług - uważa Grzegorz Adamski z Banku Zachodniego WBK.
Ale faktycznym powodem szybkiego rozwoju wirtualnej bankowości jest po prostu cena. W sieci jest dużo taniej - nie ukrywają sami bankowcy. Gdy przelew w placówce kosztuje ok. 4 zł, to w internecie złotówkę lub nic. Takie konstruowanie tabeli opłat to zresztą świadomy zabieg banków. Odstraszając klientów od bankowości tradycyjnej, dążą do zmiany funkcji oddziałów. Zależy im, by placówki były miejscem, w którym można zaciągnąć kredyt albo zasięgnąć porady, jak zarządzać pieniędzmi. Nie chcą, by klienci dokonywali w oddziałach prostych płatności.
- Polacy coraz częściej doceniają inne zalety bankowości internetowej: dostęp do banku przez całą dobę i to bez wychodzenia z domu - mówi Andrzej Sowa, dyrektor departamentu klienta indywidualnego w ING Banku Śląskim. Banki zresztą starają się, by internetowa oferta była interesująca. Klient ma mieć dostęp nie tylko do historii rachunku czy prostych przelewów, ale też np. do różnych możliwości lokowania nadwyżek finansowych. Zdaniem A. Sowy, to jeden z głównych argumentów w pozyskiwaniu młodych ludzi zaczynających pracę. A to oni są jedyną szansą banków na zwiększenie liczby prowadzonych kont osobistych.