Przez cały zeszłym tydzień rynek surowcowy mozolnie odrabiał straty, po tym jak w ciągu dwóch wcześniejszych tygodni indeks CRB obniżył się o 5 proc. Wystarczyło jednak kilka godzin poniedziałkowej sesji, żeby byki straciły cały zdobyty wcześniej teren. CRB znalazł się w pobliżu 330 pkt - zakończenie notowań na tej wartości będzie oznaczać zamknięcie sesji na najniższym poziomie od połowy czerwca.
Głównym sprawcą kłopotów rynku surowcowego była w poniedziałek ropa naftowa i jej pochodne. Wytłumaczenie spadku notowań baryłki surowca o 2,3 proc. na giełdzie w Nowym Jorku było tym razem dość niecodzienne. Oto bowiem tropikalny sztorm Ernesto ominął platformy wiertnicze w Zatoce Meksykańskiej. Wcześniej obawiano się, że może podążyć tą samą drogą, którą w zeszłym roku przebyła Katrina. Biorąc pod uwagę, że przed weekendem nie było jakiegoś zdecydowanego ruchu w górę, dyskontującego ewentualne zakłócenia w dostawach ropy, reakcja rynku wydaje się nieco przesadzona. Przewrażliwienie rynku na wszelkie niekorzystne informacje uzasadnione jest napływającymi przez całe praktycznie lato sygnałami o spowolnieniu w amerykańskiej gospodarce. Po wczorajszej sesji roczna zmiana indeksu CRB po raz drugi w tym roku znalazła się poniżej zera. Tej granicy nie przekroczyła od ponad czterech lat. Jeśli szykowana na ten tydzień porcja informacji o stanie amerykańskiej gospodarki ponownie okaże się poniżej oczekiwań, możemy być świadkami dalszego pogorszenia koniunktury na rynkach surowców. Do wschodzących rynków akcji jest już stąd niedaleko.