Ciekaw jestem, czy tęgie astronomiczne głowy na pewno wiedziały co czynią, gdy w minionym tygodniu w Pradze postanowiły wykreślić Plutona z listy planet.
Otóż ten jeden prosty zabieg sprawił, że nici z rekordu. Z rekordu na rynku fuzji i przejęć, który w tym roku tak dobrze sobie radził. Do połowy roku wartość ogłoszonych transakcji na świecie wyniosła prawie dwa biliony dolarów i gdyby drugie półrocze było równie udane - a być miało - najlepszy wynik pochodzący sprzed sześciu lat byłby historią.
Ale z rekordu nici. Nici, bo to właśnie Pluton jest planetą (przepraszam, nie jest już planetą), która wedle tajemnej wiedzy Billa Meridiana, autora "Planetary Stock Trading", ma największy wpływ na koniunkturę na rynku fuzji i przejęć.
Bo Pluton może być jak pomnik albo ognisty krater.
Bo Pluton to kontrola i siła.