Po kilku latach wyjątkowego marazmu na rynku pracy ostatnie miesiące przyniosły istotny spadek bezrobocia. Dzięki temu odsetek osób pozostających bez pracy wynosi obecnie 15,7 proc. i jest najniższy od 2000 roku.
Łatwo się domyślić, że tak długo oczekiwana poprawa na rynku pracy to efekt trwającego ożywienia gospodarczego, któremu dodatkowo pomaga odpływ części polskich pracowników do innych krajów Unii Europejskiej. Oznacza to, że nie tylko polskie firmy potrzebują więcej rąk do pracy, lecz również część potencjalnych bezrobotnych wyjeżdża z kraju, poprawiając w ten sposób oficjalne statystyki. Polscy pracownicy najwidoczniej postępują w myśl zasady "jeżeli nie możesz sprzedać swojego towaru na rynku lokalnym, spróbuj go wyeksportować", przy czym w tym przypadku towarem jest kapitał ludzki.
Ponieważ nic nie wskazuje, że polska gospodarka gwałtownie zwolni w drugiej połowie roku, można z optymizmem spoglądać na przyszłą sytuację na rynku pracy. Najwidoczniej podobnego zdania jest ministerstwo pracy, którego przedstawiciel poinformował ostatnio, iż na zakończenie bieżącego roku stopa bezrobocia może być niewiele wyższa niż 15 proc.
Problem polega jednak na tym, że wciąż nie wiadomo, jaka część odnotowanego ostatnio spadku bezrobocia ma charakter cykliczny, a jaka wynika z naturalnych wahań związanych z sezonowym zapotrzebowaniem na pracowników. Biorąc pod uwagę tę niepewność, łatwo jest przesadzić z optymizmem, próbując prześcigać się w prognozach jak najniższego bezrobocia.
Otwarcie rynków pracy UE dla polskich pracowników to nie tylko okazja dla osób gotowych spędzić kilka lat w Wielkiej Brytanii lub Irlandii, lecz również ułatwienie dla osób decydujących się podjąć prace sezonowe. Z tego względu dzięki rozszerzenia Unii Europejskiej wzmocnił się nie tylko trend spadkowy bezrobocia, lecz prawdopodobnie mogła się również zwiększyć amplituda wahań sezonowych na rynku pracy. Skoro obecnie więcej osób jest w stanie podjąć pracę wakacyjną za granicą, można spodziewać się, że zarówno skala spadku bezrobocia w miesiącach letnich, jak i skala jego wzrostu pod koniec roku, będą większe niż w poprzednich latach.