Spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe przedstawiają się jako instytucje działające nie dla zysku. I faktycznie, łączny wynik finansowy kilkudziesięciu kas wyniósł w ubiegłym roku kilkanaście milionów złotych. Ale dochody uzyskiwane przez cały system - kasy i otaczające je podmioty, pozostały na praktycznie niezmienionym poziomie.

Czy to źle? Duża część systemu to spółki prawa handlowego, których obowiązkiem jest przynoszenie zysku. W rzeczywistości problem nie polega na tym, że system SKOK jest zyskowny, chociaż "nie powinien". Chodzi raczej o to, że w takiej postaci, w jakiej istnieje w tej chwili, może okazać się mało efektywny.

Dlaczego? Każdy z podmiotów ma tam jasno określone cele działania - na rzecz spółdzielczych kas. W założeniu każdy ze SKOK-ów dostaje to samo, co inne. Koszty rozkładają się na wszystkich uczestników systemu (których jest ok. półtora miliona) i w ten sposób uzyskuje się korzyści skali.

Ale jednocześnie SKOK-i - czy to pojedyncze kasy, czy cały system - praktycznie uniemożliwiają sobie korzystanie z usług innych firm (konkurencyjnych wobec tych założonych w ramach systemu). W efekcie ani jakość uzyskiwanych usług, ani ich cena wcale nie muszą być najlepsze z dostępnych na rynku. Niepotrzebnie tworzone jest ryzyko, które w skrajnym wypadku mogłoby zagrozić całemu systemowi.

Z drugiej strony - trzeba przyznać, że dzięki funkcjonowaniu w ramach spółdzielczości kredytowej rozlicznych podmiotów - nie brakuje stanowisk w radach nadzorczych i zarządach, które muszą być obsadzone.