Piątą sesję z rzędu złoty pozostawał w defensywie. Próby odrabiania ostatnich strat nie przyniosły znów efektu. Niekorzystny klimat wokół naszej waluty podtrzymują tarcia w koalicji oraz presja na zwiększenie wydatków budżetowych. W tle mamy politykę monetarną. Nic nie wskazuje na to, by stopy procentowe w najbliższej przyszłości u nas wzrosły (raczej stanie się to dopiero w przyszłym roku), natomiast podnoszą się na Węgrzech, co może skłaniać inwestorów do powrotu na tamtejszy rynek kosztem naszego. Co gorsza, nie do końca pewne jest, że cykl zwiększania kosztów pieniądza zakończył się w USA. Wczorajsze dane Conference Board wykazały znaczący wzrost oczekiwań inflacyjnych konsumentów, co wpłynęło na wyprzedaż obligacji oraz wzmocnienie dolara. Wskazuje ono, że euro będzie w kolejnych dniach bronić wsparcia przy 1,27 USD. Jego przebicie otwierałoby drogę dalszej aprecjacji amerykańskiej waluty w stronę 1,25 USD. Przy obecnych nastrojach na rynku złotego wywołałoby to zapewne jego wyprzedaż i realny stałby się atak przez kurs EUR/PLN na barierę 4 zł, a USD/PLN na dołek z początku lipca przy 3,127 zł.