Reklama

Uwaga! Rząd instaluje program wysokiego napięcia!

Od marca rząd pracuje nad wprowadzeniem w życie "Programu dla elektroenergetyki". Jak stwierdził niedawno w rozmowie z "Parkietem" wiceminister Tomasz Wilczak, to najpoważniejsza reforma gospodarcza realizowana teraz w Polsce. Za projekt odpowiadają wspólnie ministerstwa Gospodarki oraz Skarbu Państwa

Publikacja: 31.08.2006 09:15

Jednym z wyzwań, przed którymi stoi polska energetyka, jest rosnące zapotrzebowanie na prąd. Co roku jest ono większe o 2,5-3 procent. Tymczasem wiadomo, że krajowe moce wytwórcze już wkrótce nie będą w stanie zaspokoić nawet obecnych potrzeb. Są tak przestarzałe, że w najbliższych dziesięcioleciach Polska będzie musiała odbudować 25-30 proc. z nich. Dodatkowe zapotrzebowanie na kapitał wynika z wymogów Unii Europejskiej, które zobowiązują nas do ograniczenia emisji dwutlenku węgla i dwutlenku siarki. Rocznie polski sektor energetyczny będzie potrzebował

na inwestycje odtworzeniowe i modernizacyjne około 5-7 mld zł. Zdaniem autorów "Programu dla elektroenergetyki", zaproponowana reforma to sposób na uporanie się z tymi problemami. Wprowadzenie jej w życie powinno doprowadzić do obniżenia kosztów przesyłania i dystrybucji prądu oraz zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski. Czy rzeczywiście do tego dojdzie? Ożywiona dyskusja na ten temat toczy się od początku prac nad przekształceniami na rynku prądu.

Scenariusz przekształceń

W najbliższych miesiącach ma powstać największy w krajowej branży energetycznej koncern - Polska Grupa Energetyczna. Według pierwotnych zamierzeń rządu, powstanie PGE było planowane na koniec tego roku. Jednak w harmonogramie prac nad Programem, który rząd przyjął w marcu, od początku były opóźnienia. Dlatego coraz bardziej prawdopodobne jest, że PGE powstanie w 2007 r. W skład tego koncernu wejdą najważniejsze firmy energetyczne: Polskie Sieci Elektroenergetyczne (bez Operatora Systemu Przesyłowego) i BOT Górnictwo i Energetyka. Do grupy dołączą również ZEDO i spółki z tzw. grup dystrybucyjnych Ł2 (ŁZE i Łódź Teren), L5 (ZEORK, ZE Białystok, ZE Warszawa-Teren, Lubelskie ZE, Zamojska Korporacja Energetyczna) i Rzeszowskiego Zakładu Energetycznego.

Obecnie elektrownie spółki BOT Górnictwo i Energetyka dysponują około 26 proc. wszystkich zainstalowanych w Polsce mocy wytwórczych. Po konsolidacji, PGE będzie mogła wytworzyć 56 terrawatogodzin energii elektrycznej rocznie, czyli ponad jedną trzecią krajowej produkcji. Zdaniem strony rządowej, ten koncern - tzw. narodowy czempion, będzie częścią strategicznego majątku energetycznego Skarbu Państwa. Jego kapitalizacja wyniesie około 30 mld złotych. Z analiz rządu wynika, że przychody koncernu pozwolą mu inwestować 3-4 mld zł rocznie. Należy przy tym pamiętać, że Polska Grupa Energetyczna będzie pod względem wielkości zajmowała odległe miejsce na europejskiej liście, na której czołowe lokaty zajmują giganty, takie jak EDF, E. ON, Enel, RWE, Vattenfall i Endesa. Wszystkie te koncerny są ponad trzykrotnie większe niż PGE (EDF ma moce wytwórcze, które stanowią dwunastokrotność zasobów, jakimi będzie dysponować nasz czempion).

Reklama
Reklama

Druga pod względem wielkości firma energetyczna, która ma powstać w wyniku realizacji rządowego "Programu dla elektroenergetyki", to Grupa Południe. Powstanie w wyniku połączenia Południowego Koncernu Energetycznego, dwóch spółek dystrybucyjnych (Enion i Energia-Pro) oraz elektrowni Stalowa Wola. Uczestnicy rynku energii powinni również liczyć się z powstaniem dwóch mniejszych grup, w których będą dominować spółki dystrybucyjne Enea, do której dołączy Elektrownia Kozienice i Kopalnia Bogdanka oraz Energa, która połączy się z Elektrownią Ostrołęka. Coraz bardziej prawdopodobny jest scenariusz ich konsolidacji, a potem prywatyzacji (model wybierze MSP).

Ceny: w górę czy w dół?

Będziemy zatem mieli w Polsce czterech głównych graczy, którzy będą łączyć w sobie wszystkie rodzaje działalności - od wydobycia surowca (węgiel brunatny i kamienny), przez wytwarzanie, do dostarczania jej ostatecznym odbiorcom.

Według autorów Programu, taka struktura powinna wzmocnić mechanizmy konkurencyjne na rynku energii elektrycznej. Jednak w opinii wielu przedstawicieli branży energetycznej, będzie odwrotnie. Argumentują oni, że integracja pionowa przedsiębiorstw energetycznych w kształcie zaproponowanym przez rząd doprowadzi do drastycznych podwyżek cen energii. Ich zdaniem, mogą one sięgnąć nawet kilkudziesięciu procent. Z drugiej jednak strony wiadomo, że największy wytwórca prądu - BOT GiE - obawia się wojny cenowej, do której może dojść na rynku po rozwiązaniu kontraktów długoterminowych na zakup energii elektrycznej. W piśmie przesłanym do Ministerstwa Skarbu Państwa firma alarmowała niedawno, że może to się przyczynić do pogorszenia sytuacji ekonomicznej BOT. Z kolei wiceminister gospodarki Tomasz Wilczak, który jest w resorcie odpowiedzialny za elektroenergetykę, powiedział "Parkietowi", że w wyniku rozwiązania KDT-ów, ceny energii elektrycznej nie wzrosną, a na początku powinny nawet nieco zmaleć. Zdaniem ministra Wilczaka, jeżeli nie zostaną podjęte odpowiednie działania, Polacy w ciągu najbliższych 5 lat muszą liczyć się z podwyżką cen energii elektrycznej o co najmniej 15-20 procent (do 160-170 zł za megawatogodzinę). Opłaty przesyłowe i dystrybucyjne mogą wzrosnąć o 5-10 proc. (do 180-240 zł za megawatogodzinę).

KDT-y pójdą do likwidacji

Poziom cen prądu dla ostatecznych odbiorców jest ściśle powiązany z obowiązującymi w polskiej energetyce kontraktami długoterminowymi na zakup mocy i energii elektrycznej. Były one zawierane w połowie lat 90. między elektrowniami a Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. Miały one zapewnić wytwórcom pieniądze na zwiększenie i unowocześnienie mocy. Stały się jednak czynnikiem, który hamuje rozwój konkurencji na rynku energii. Komisja Europejska uznała je za niedozwoloną pomoc państwa i zażądała ich rozwiązania.

Reklama
Reklama

To z KDT-ów wynika fakt, że w opłatę przesyłową wliczony jest tzw. składnik wyrównawczy (wynosi ok. 31 zł). Przekłada się on na wyższą cenę każdej megawatogodziny dla ostatecznych odbiorców. Projekt ustawy rozwiązującej kontrakty długoterminowe zakłada, że składnik wyrównawczy zostanie zastąpiony przez inną płatność, która będzie stanowiła maksymalnie 30 procent dotychczasowej. Czy to oznacza, że z chwilą wejścia ustawy w życie zmaleje cena prądu dla każdego Kowalskiego? Jest to możliwe. Opłata przesyłowa, którą ponosi odbiorca finalny, musi być pobierana w takiej wysokości, jaką zaakceptuje Urząd Regulacji Energetyki. Firmom, które nie zastosują się do tych przepisów, grozi kara. Ponieważ URE dość konsekwentnie kształtuje taryfy, po których firmy mogą sprzedawać prąd, prawdopodobne jest, że po rozwiązaniu KDT-ów ceny energii na rynku spadną (przynajmniej okresowo). Powinno tak być od lipca 2007 r. Rząd deklaruje, że ta data, jako termin wejścia w życie ustawy określającej zasady rozwiązania kontraktów długoterminowych, nie jest zagrożona, ale projekt przepisów nie został jeszcze przekazany do konsultacji międzyresortowych. Pierwotnie zakładano, że zapis tych regulacji do końca sierpnia znajdzie się w komisjach sejmowych. Jeśli deklarowany przez rząd termin ma zostać dotrzymany, prace legislacyjne będą musiały przebiegać w bardzo szybkim tempie.

Obecny rząd opracował rozwiązanie, dzięki któremu powstaną dwie ścieżki likwidacji KDT-ów. Pierwsza z nich obejmie dobrowolne odchodzenie od kontraktów na zasadach określonych w ustawie o pokrywaniu kosztów powstających przy rozwiązaniu umów. W myśl tej ustawy, elektrowniom będą przysługiwać rekompensaty. Ich maksymalna kwota może wynieść nawet 11 mld złotych. Jednak jest również druga formuła, która mówi o odchodzeniu od części KDT-ów w wyniku konsolidacji firm. To rozwiązanie będzie zastosowane w Polskiej Grupie Energetycznej. W związku z tym, że mające zarządzać Grupą PSE są stroną kontraktów, elektrowniom wchodzącym w skład PGE nie będą przysługiwać rekompensaty. Dotkliwie odczuje to BOT GiE, które liczyło na największą kwotę rekompensat (ok. 5 mld złotych). Ponieważ połączenie BOT z PSE nastąpi przed rozwiązaniem kontraktów, (m. in.) oczekiwanych rekompensat nie będzie. W związku z tym największy wytwórca energii w Polsce wnioskował niedawno do resortu skarbu o zmianę założeń reformy tak, aby nie pogorszyć sytuacji finansowej przedsiębiorstwa w stosunku do jego konkurentów (wytwórców nie wchodzących w skład PGE). Wiceminister Michał Krupiński podkreślił jednak, że te protesty nie skłonią go do zmiany głównych założeń rządu. Stwierdził również, że chociaż może okresowo spaść wartość poszczególnych firm, to ich sytuacja powinna być już rozpatrywana jako element większej całości. Według szacunków rządu, po konsolidacji wartość firm wzrośnie o około 20-30 procent. Ma to się przyczynić do wzrostu wiarygodności kredytowej koncernu jako całości. Rząd zakłada, że dodatkowe środki będą pozyskiwane na giełdzie.

Czy akcje PGE kupimy

w 2007 r.?

Ministerstwo Skarbu, jako najbardziej ambitny scenariusz, przewiduje pierwszą emisję udziałów Południowego Koncernu Energetycznego w 2007 roku, a PGE - rok później. Eksperci twierdzą jednak, że przygotowanie przez rok do publicznej emisji spółki, która jeszcze de facto nie istnieje, byłoby niezwykle trudne. Dwie mniejsze grupy, jeśli będą prywatyzowane, to również przez giełdę. Jakie pakiety akcji koncernów energetycznych mogą trafić na warszawski parkiet? Na razie tego dokładnie nie wiadomo. Rząd zakłada, że Polska Grupa Energetyczna zostanie sprywatyzowana maksymalnie w 35 procentach. Reszta udziałów ma pozostać w rękach Skarbu Państwa jako strategiczny zasób.

Ministerstwo Skarbu, jako najbardziej ambitny scenariusz,

Reklama
Reklama

przewiduje pierwszą emisję udziałów Południowego Koncernu Energetycznego w 2007 roku, a PGE - rok później. Eksperci

twierdzą jednak, że przygotowanie przez rok do publicznej emisji spółki, która jeszcze de facto nie istnieje, byłoby niezwykle trudne.

5-7 mld złotych - taką kwotę rocznie będzie potrzebował w najbliższych

latach polski sektor energetyczny na inwestycje

odtworzeniowe i modernizacyjne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama