18 września przygotowany przez posłów Prawa i Sprawiedliwości projekt ustawy o upadłości konsumenckiej ma trafić do sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, niedługo potem pod obrady Sejmu. - Obawiamy się, że ta niekorzystna dla systemu finansowego, jak i samych konsumentów ustawa ma ogromne szanse na przyjęcie - mówi Andrzej Roter, dyrektor generalny Konfederacji Przedsiębiorstw Finansowych, stowarzyszenia firm działających na rynku kredytów konsumenckich i windykacji.
- W takim kształcie w ogóle nie powinna powstać - argumentuje Stanisław Gurgul, sędzia Sądu Najwyższego. Projekt ustawy o upadłości konsumenckiej zjednoczył prawnicze autorytety w krytyce. Za największy jego grzech uznawany jest brak konieczności oceny, czy osoba, która chce ogłosić upadłość, ma kłopoty z powodu zdarzeń losowych, czy też jest to efekt jej niefrasobliwości albo wręcz cwaniactwa.
- Niemal w każdym kraju, gdzie upadłość konsumencka jest możliwa, ten moralny element jest jednym z najistotniejszych - podkreśla prof. Włodzimierz Szpringer. Brak takiej klauzuli w regulacjach amerykańskich spowodował, że wielu ludzi zaczęło tam traktować upadłość jako sposób na życie i najczęściej robiły to osoby bardziej zamożne. W USA ogłaszano już nawet po ok. 2 mln upadłości konsumenckich rocznie. Zmusiło to państwo do zaostrzenia w ub.r. dostępu do tego rozwiązania. Kolejny z krytykowanych elementów projektu to wyłączenie z masy upadłościowej mieszkań.