130 osób odejdzie do końca roku z Zelmera w ramach programu odejść dobrowolnych - poinformował prezes spółki Janusz Płocica. Większość rezygnujących z pracy otrzyma odprawy w wysokości dziewięciu lub dwunastu wynagrodzeń miesięcznych. Część pracowników nie dostanie tak wysokich odpraw, lecz przejdzie na zasiłki przedemerytalne, do których spółka będzie dopłacać.
Działające w firmie związki zawodowe początkowo zamierzały protestować przeciwko zwolnieniom. Jednak w obliczu faktu, że do programu odejść dobrowolnych zgłosiła się odpowiednia liczba osób, podpisano porozumienie z zarządem.
Ponieważ spółka wchodzi teraz w szczyt sezonu produkcyjnego, odchodzący będą pracowali w okresie wypowiedzeń. Dodatkowo Zelmer zatrudni na najbliższe kilka miesięcy ok. 100 osób na czas określony. - Jednym z naszych celów było właśnie uelastycznienie zatrudnienia. Chcieliśmy zmniejszyć liczbę pracowników na etatach i zwiększać ich liczbę w sezonie - mówi prezes Płocica. Wszyscy, którzy zgłosili się do programu odejść dobrowolnych, odejdą ze spółki do 1 stycznia. Te zmiany mają również chronić pozostałych pracowników - dzięki systemowi elastycznego zatrudniania nie trzeba będzie obniżać pensji tym, którzy pozostaną w firmie.
Według szacunków prezesa, płace dla pracowników na wypowiedzeniach będą kosztowały spółkę do końca roku ok. 3 mln zł. To nie wszystkie koszty zwolnień. Wartości dodatkowych odpraw firma na razie nie ujawnia. - Nie będziemy jednak musieli zmieniać prognoz - dodaje Płocica. W tym roku przychody Zelmera mają wynieść 341 mln zł, a zysk netto 31,8 mln zł.
Poza dostosowaniem zatrudnienia do mniejszych potrzeb poza sezonem, który przypada pod koniec trzeciego i w czwartym kwartale, zwolnienia grupowe w Zelmerze związane są też z planami zmian organizacyjnych. Z powodu zmniejszenia zużycia części odlewanych z aluminium w procesie produkcji grupa chce wydzielić odlewnię w osobną spółkę menedżerską, która będzie obsługiwała klientów zewnętrznych.