Reklama

Szanuj wroga swego, możesz mieć gorszego

Wciąż jest możliwe, że strach przed Chińczykiem nas zmobilizuje, a nie sparaliżuje

Publikacja: 06.09.2006 09:12

Polak to się nudzić nie potrafi. Jak już mu się robi zanadto nieciekawie, szybciutko powiększy zestaw wrogów, których zwalczanie nadaje sens monotonnemu żywotowi. W folderze wrogów obcych mamy pewne przetasowania.

Po okresie dominacji rosyjskiego mocarstwa, brukselskiego urzędnika, a w sferze czysto politycznej - islamskiego ekstremisty i niemieckiego rewanżysty ostatnio nabiera znaczenia i coraz bardziej złowieszczo szczerzy drapieżne kły kolektywny i już całkiem obcy, totalnie niepojęty w swym języku, obyczaju i sukcesie, potężniejący gospodarczo Chińczyk.

Prasa relacjonuje ekspansję biznesu chińskiego niemal jak wydarzenia z frontu wojennego. Ma się wrażenie, że na 10 hektarach SSE w Koszalinie nie powstała montownia rowerów, ale tajna baza chińskiego desantu ekonomicznego.

Kiedy wyszło na jaw, że chiński konglomerat przemysłowo-usługowy zamierza wystąpić w przetargu na remont dróg w Jarocinie, tamtejsza dziennikarka zapytała mnie, co myśleć o burmistrzu, który chce oddać kontrakt na remont ulic Chińczykom! No bo przecież ich tania siła robocza może całkowicie zagarnąć najpierw jarociński, a potem i resztę lokalnych, powiatowych rynków budowlanych. W oczach już miałem boom budowlany na baraki dla skoszarowanej skośnookiej siły roboczej? No, wiadomo - nie o takie budownictwo Polska walczyła.

Analizuje się zyski chińskich producentów przyborów szkolnych i biurowych, konstatując, że pokaźną część pieniędzy polskich rodziców, wylewanych na rynek ok. 1. września, ekspansywny Chińczyk zabierze daleko stąd. Tam, gdzie produkuje te okładki do książek, długopisy czy flamastry. No, a naszych producentów nie stać na zakup maszyn do klejenia okładek w takich nakładach, by sprostać Chińczykowi.

Reklama
Reklama

Od dawna już słychać powszechny szloch wywołany świadomością miliardowych danin, jakie płacimy Chińczykowi wciskającemu nam przebiegle swoje tenisówki czy biustonosze.

Zewsząd słychać coraz dramatyczniejsze wezwania, a to do zablokowania granic wyższymi cłami, a to do powstrzymania transferu produkcji do Państwa Środka, a to przynajmniej do niekupowania chińskiego towaru.

Jak tak dalej pójdzie, to samorządowcy koszalińscy, którzy zaprosili chińskich dyplomatów, tamtejszą misję handlową, a teraz sprzedali im polską ziemię pod produkcję rowerów, za chwilę monitorów ciekłokrystalicznych, a za jakiś czas to już nie wiadomo czego - trafią na afisz jako współcześni targowiczanie!

Trzeba rozumieć tę podejrzliwość. Pewne powody do lęków nocnych rodacy mają, zanurzeni w morzu informacji o tym, że każdy przetarg w Polsce można ustawić za drobny bakszysz. Że każdy, kogo stać na przepłacenie za rynek lub jego bandyckie zagarnięcie - rynek ten zdobywa.

Rozumiemy, że czasy, kiedy konkurowaliśmy z zagranicą, wyzyskując tanią siłę roboczą czy bezlitośnie eksploatując środowisko naturalne, już minęły. A w Chinach jeszcze nie. Jednak społeczeństwo zrównoważonego rozwoju nie tylko jest w stanie amortyzować ciosy globalizacji, ale na tej globalizacji skorzystać. Światowa migracja ludzi, towarów, usług i kapitału jest już nie do powstrzymania. Ale do wygrania wciąż jest.

Wygra ten naród, który na taniej chińskiej sile roboczej i coraz większej zamożności tamtego narodu, gospodarki i państwa zbije swój kapitał. Wciąż jest możliwe, że ten kapitał zbije też polski biznes. Wciąż jest możliwe, że strach przed Chińczykiem nas zmobilizuje, a nie sparaliżuje. Możliwe?

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama