Ministerstwo Finansów pracuje nad szczegółami emisji papierów dłużnych na rynkach zagranicznych w czwartym kwartale tego roku - poinformował szef resortu Stanisław Kluza. - Środki z tej emisji chcemy pozostawić na rachunku walutowym, by nie interweniować na rynku - zapowiedział. Zaznaczył, że ma to być emisja benchmarkowa - służąca zorientowaniu się, jaka jest wycena polskich papierów przez inwestorów.
Na co wydamy walutę?
W resorcie wciąż jeszcze jednak nie wiadomo, na co zostaną przeznaczone pieniądze z obligacji i czy emisja jest rzeczywiście potrzebna. - Nie jest tak, że jesteśmy czymkolwiek przymuszeni. Większość płatności jest zabezpieczona. Na razie kalkulujemy, jaką ilość środków powinniśmy pozyskiwać i z jakiego rynku - tłumaczy Piotr Soroczyński, wiceminister odpowiedzialny za zarządzanie państwowym długiem. Dodatkowe euro przydałoby się np. w sytuacji przedterminowej spłaty zadłużenia wobec Klubu Paryskiego. Jednak ostatnie negocjacje Polski z wierzycielami zakończyły się fiaskiem.
Zdaniem ekonomistów, sprzedaż euroobligacji jest obecnie mniej korzystna, niż 2-3 lata temu. - Emisje zagraniczne opłacały się przy chwilowym osłabieniu złotego, kiedy nasza waluta była generalnie w trendzie wznoszącym. Obecnie wyraźnego trendu nie widać, zatem nie jest jasne, czy zarobimy, czy stracimy na różnicach kursowych - ocenia Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. - Ale "benchmark" może mieć charakter taktyczny - gdyby rząd zauważył np. brak podaży papierów na jakimś rynku, czy gdy spadać będzie atrakcyjność obligacji amerykańskich - dodaje.
Głównie emisje krajowe