Ceny miedzi zakończyły tydzień sporym spadkiem, o czym zdecydowały pesymistyczne wiadomości z amerykańskiego rynku nieruchomości. Największa firma z tej branży obniżyła przyszłoroczne prognozy sprzedaży domów. Co więcej, spodziewa się ona, że rekordowa liczba domów na rynku może spowodować spadek ich cen po raz pierwszy od 1993 r. A to na pewno negatywnie rzutowałoby na budownictwo. Popyt ze strony budownictwa mieszkaniowego stanowi prawie dwie piąte zużycia miedzi w Stanach Zjednoczonych.

Pod koniec piątkowych notowań na LME kontrakty terminowe z dostawą za trzy miesiące kosztowały 7840 USD za tonę, o 175 USD, 2,1 proc. mniej niż na zamknięciu dzień wcześniej. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 7590 USD.

Piątkowa przecena miedzi przez wielu analityków uważana jest jednak za przejściową, bo zapasy tego metalu monitorowane przez londyńską giełdę spadły do 125,15 tys. ton, co wystarcza na pokrycie zapotrzebowania w ciągu mniej niż trzech dni.

Miedź może zacząć drożeć już w przyszłym tygodniu, bo znowu całkiem realna staje się groźba wybuchu strajku w jednej z chilijskich kopalni należących do BHP Billiton. Tym razem chodzi o kopalnię Spence, której pracownicy 15 września mają głosować w sprawie ewentualnego wstrzymania wydobycia. Prawdopodobnie opowiedzą się za strajkiem, by w ten sposób wzmocnić żądania płacowe - uważa przewodniczący tamtejszych związków zawodowych Andres Ramirez. Ledwie przed tygodniem skończył się strajk w Escondida, na którym BHP straciła 45 tys. ton miedzi.