Edukacja ekonomiczna społeczeństwa w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Szesnaście lat trwania gospodarki rynkowej najwyraźniej nie jest okresem dostatecznie długim, by zmienić mentalność społeczną, kształtowaną przez ponad 40 lat. Czynnik czasu nie jest jednak odpowiedzialny za wszystko. Niezbędne jest przekazywanie wiedzy o gospodarce już w szkole. Wprawdzie uczymy już podstaw przedsiębiorczości w szkołach ponadgimnazjalnych, jednak na efekty trzeba będzie długo czekać.
Poważnym problemem jest przemycanie treści populistycznych w wypowiedziach polityków. Przeciętni zjadacze chleba lubią dowiadywać się, że ich niejednokrotnie kiepski los jest wynikiem spisków rządzących, a nie na przykład skutkiem różnych zaniedbań ze strony samych zainteresowanych. Populistyczne treści są przekazywane także przy okazji nauczania ekonomii. Tworzy się w ten sposób z gruntu fałszywe mity, które następnie pokutują przez wiele lat w świadomości społecznej.
Niedawno wysłuchałem fragmentu wykładu akademickiego na jedynym krajowym telewizyjnym kanale edukacyjnym. Wykładowca legitymuje się stopniem i tytułem naukowym i należy do grupy określanej przez liberalnie myślących ekonomistów jako dinozaur ekonomii. Ów profesor stwierdził autorytatywnie, że hipermarket budowany w Polsce, aby mógł zaistnieć, musi zlikwidować pięć tysięcy miejsc pracy, gdy sam daje pracź tylko najwyżej 400 osobom. Dodał nastźpnie, że wiźkszość hipermarketów sprzedaje w większości towary importowane, co jest szkodliwe dla gospodarki. Dla zmylenia publiczności na oczach klientów w hipermarketach pieką chleb z importowanego ciasta.
Nie mam zamiaru prostować oczywistych nonsensów, gdyż obraziłbym zdrowy rozsądek czytelników. Zatrzymam się tylko nad mitem likwidacji miejsc pracy przez sklepy wielkopowierzchniowe. Wykładowca telewizyjny twierdząc, że jeden zatrudniony w hipermarkecie zabiera pracę dwunastu osobom w gospodarce, przelicytował prezesa Izby Gospodarczej Handlu i jednocześnie działacza KIG. Na lutowej konferencji PKPP "Lewiatan" ów działacz gospodarczy stwierdził publicznie, że we Francji - według raportu grupy ekspertów Chiraca - jedno miejsce pracy w hipermarkecie zabiera siedem miejsc pracy w gospodarce. Nie doczekałem się do dziś źródła tej informacji, mimo obietnic działacza i wielu e-maili wysłanych do niego w tej sprawie. Mam prawo przypuszczać, że liczba ta została wyssana z palca, a raport ekspertów nigdy nie powstał. Według mojej wiedzy i wyczucia mechanizmów gospodarczych oraz lektury wielu raportów z badań poświęconych współczesnemu handlowi, duże sklepy raczej pozytywnie oddziałują na rynek pracy w skali całej gospodarki.
Naturalnym efektem niedostatecznej wiedzy w społeczeństwie, nie tylko wiedzy ekonomicznej, jest rozwarstwianie się dochodów. Osoby odpowiednio wyedukowane mają większe szanse nie tylko na znalezienie pracy, ale także na uzyskiwanie wyższych dochodów niż osoby słabo wyedukowane. Uwaga ta dotyczy przede wszystkim procesów formowania się elit finansowych, do których wstęp jest warunkowany przede wszystkim wiedzą ekonomiczną odpowiedniej jakości.