Obniżanie deficytu, zmniejszenie składek ZUS i reforma finansów publicznych - takie były brzegowe warunki, od spełnienia których Zyta Gilowska uzależniała wiosną pozostanie w rządzie. Mówiła o tym w maju w wywiadzie dla "Parkietu". Mamy jesień i sytuacja wydaje się diametralnie różna. Teraz była wicepremier waha się, czy powrócić na dawne stanowisko. By ratować budżet przed "rozdarciem" przez koalicjantów, PiS nie zawaha się nawet zmienić projektu ustawy lustracyjnej. Chodzi o to, by Z. Gilowska, raz oczyszczona z zarzutu kłamstwa lustracyjnego, nie stała się po zmianie przepisów "Ozzim", czyli Osobowym èródłem Informacji. To oznaczałoby powtórną dymisję.
Ludowa mądrość głosi, że kobieta zmienną jest. Zobaczymy, czy prof. Gilowska zrezygnuje z wiosennych warunków i wróci do rządu z przekonaniem, że należy dbać o finanse publiczne. Usłyszymy od niej może: "zobaczcie, co siź stało, jak mnie nie było". Być może Z. Gilowska zapowie, że dawne pomysły pozostają, ale realizowane bźdą póęniej. Wierzyć jej wtedy, czy nie wierzyć? Cóż, gdyby za wyroczniź przyjąć ludową mądrość, wiara w lepsze finanse nie powinna być zbyt mocna.