Po siedmiu dniach ostrych spadków wczoraj po raz pierwszy notowania ropy naftowej ruszyły do góry. Inwestorzy przystąpili do zakupów w oczekiwaniu, że OPEC, międzynarodowy kartel eksporterów surowca, ograniczy wkrótce limity wydobycia, przyczyniając się tym samym do przyhamowania tendencji spadkowej na rynku.
Po poniedziałkowych obradach OPEC w Wiedniu, kiedy kartel zdecydował o utrzymaniu dotychczasowych limitów produkcji, pojawiły się głosy m.in. przedstawicieli Nigerii, Iranu i Algierii wyrażające zaniepokojenie zbyt szybkim zjazdem notowań ropy. - Każda cena poniżej 60 dolarów za baryłkę nie będzie dla nas zbyt korzystna - stwierdził Kazem Vaziri-Hamaneh, minister ds. ropy z Iranu. Na rynku opadło napięcie związane z nałożeniem ewentualnych sankcji na Iran w związku z prowadzonym przez ten kraj programem nuklearnym. Spokojnie przebiega też sezon huraganów nad Zatoką Meksykańska, dlatego nie ma czynników, które mogłyby windować notowania ropy i na rynku znów zaczęły rządzić prawa popytu i podaży. A popyt lekko spada - według najnowszych prognoz Międzynarodowej Agencji Atomowej, w tym roku na świecie będzie się zużywać 84,7 mln baryłek ropy na dobę, czyli o 100 tys. baryłek mniej, niż przewidywano przed miesiącem. Prognozy na przyszły rok spadły o 160 tys., do 86,2 mln baryłek na dobę. Wczoraj po południu za baryłkę ropy Brent płacono w Londynie po 63,39 USD, czyli o ok. 40 centów więcej niż dzień wcześniej. W skali tygodnia notowania spadły o ponad 5 proc. - tydzień temu płacono po prawie 67 USD za baryłkę.