Warszawski parkiet nie rozpieszcza inwestorów i kolejny tydzień indeksy nie mogły wyrwać się z objęć konsolidacji, która trwa od początku sierpnia. To już piąty pełny tydzień takich kosmetycznych zmian. W czasie wahań wokół jednego poziomu (zamk- nięcia z 3 sierpnia) różnica między piątkowymi zamknięciami indeksu WIG20 nie przekroczyła zaledwie 65 pkt. Natomiast w ostatnim tygodniu zmiana wyniosła dokładnie +6,46 pkt, co - biorąc pod uwagę wygasanie kontraktów terminowych (z reguły zwiększa zmienność) i duże rynkowe zaangażowanie funduszy wykorzystujących arbitraż - należy uznać za wartość bardzo niską.
Przedłużająca się konsolidacja nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem, ale - co gorsza - wciąż nie widać na horyzoncie mocniejszych impulsów, które mogłyby doprowadzić do trwalszego wybicia. Oczywiście, przez półtora miesiąca powstały już dziesiątki analiz sprzyjających zarówno bykom, jak i niedźwiedziom. Dzisiaj żadnych argumentów nie zamierzam przedstawiać. Z reguły prognozy analityków i inwestorów uzależnione były od tego, czy byliśmy akurat po 2-3 sesjach wzrostowych, czy spadkowych. Rynek niczyich argumentów nie chce słuchać i czeka na decyzję globalnych funduszy inwestujących na emerging markets (rynkach wschodzących), z których pieniądze odpływały już trzeci tydzień z rzędu, ale na tyle wolno, że w przypadku Giełdy Papierów Wartościowych w pełni równoważą je puchnące od gotówki portfele Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych oraz Otwartych Funduszy Emerytalnych. Patowa sytuacja trwa.
Dalej neutralnie
Na takim rynku najrozsądniejszą strategią jest opanowanie emocji i spokojne wyczekiwanie na wiarygodne wybicie poza ramy konsolidacji. Zadziwiające, jak niewielu inwestorów ma takie podejście do rynku i za wszelką cenę, niczym zobligowane do tego fundusze inwestycyjne, chce być zawsze obecnych na giełdowym parkiecie ryzykując straty, byle tylko nie ominąć mocniejszego ruchu.
Zobrazowaniem tego w ostatnim tygodniu było zachowanie inwestorów na rynku terminowym, którzy wszystkie pieniądze wycofywane z wygasającej w piątek serii wrześniowej natychmiast przeznaczali na otwarcie pozycji na "zet-kach". W dniu wygaśnięcia kontraktów seria grudniowa miała rekordową jak na ten specyficzny dzień liczbę otwartych pozycji - prawie 40 tys. Oczywiście, część z tego wynika z rolowania pozycji przez arbitrażystów, ale mimo wszystko dominująca jest tutaj spekulacja indywidualnych inwestorów. Dla wszystkich jest oczywiste, że "trend jest twoim przyjacielem" i gdy mamy hossę/bessę, należy trzymać się obowiązującej tendencji i zbyt wcześnie nie zamykać pozycji. Natomiast wygląda na to, że naprawdę niewielu inwestorów rozumie podstawową giełdową zasadę, że istnieją trzy, a nie dwie pozycje. Brak pozycji i ograniczanie ryzyka to czasem decyzja mądrzejsza niż otwieranie krótkich lub długich pozycji i próba brania udziału w każdym mocniejszym ruchu od samego początku. Te uwagi odnoszą się oczywiście, do bieżącej sytuacji na GPW i są jakże znienawidzonym przez inwestorów uchylaniem się od stawiania prognoz, np. docelowego poziomu wzrostu/spadku, co czynię kolejny tydzień z rzędu, z nadzieją, że może tym razem pomylę się, oczekując kontynuacji trendu bocznego.