Reklama

Brak pozycji czasami najlepszy

Niewielu inwestorów rozumie, że istnieją trzy, a nie dwie pozycje (długa/krótka). Ograniczanie ryzyka to czasem najmądrzejsza decyzja

Publikacja: 18.09.2006 10:20

Warszawski parkiet nie rozpieszcza inwestorów i kolejny tydzień indeksy nie mogły wyrwać się z objęć konsolidacji, która trwa od początku sierpnia. To już piąty pełny tydzień takich kosmetycznych zmian. W czasie wahań wokół jednego poziomu (zamk- nięcia z 3 sierpnia) różnica między piątkowymi zamknięciami indeksu WIG20 nie przekroczyła zaledwie 65 pkt. Natomiast w ostatnim tygodniu zmiana wyniosła dokładnie +6,46 pkt, co - biorąc pod uwagę wygasanie kontraktów terminowych (z reguły zwiększa zmienność) i duże rynkowe zaangażowanie funduszy wykorzystujących arbitraż - należy uznać za wartość bardzo niską.

Przedłużająca się konsolidacja nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem, ale - co gorsza - wciąż nie widać na horyzoncie mocniejszych impulsów, które mogłyby doprowadzić do trwalszego wybicia. Oczywiście, przez półtora miesiąca powstały już dziesiątki analiz sprzyjających zarówno bykom, jak i niedźwiedziom. Dzisiaj żadnych argumentów nie zamierzam przedstawiać. Z reguły prognozy analityków i inwestorów uzależnione były od tego, czy byliśmy akurat po 2-3 sesjach wzrostowych, czy spadkowych. Rynek niczyich argumentów nie chce słuchać i czeka na decyzję globalnych funduszy inwestujących na emerging markets (rynkach wschodzących), z których pieniądze odpływały już trzeci tydzień z rzędu, ale na tyle wolno, że w przypadku Giełdy Papierów Wartościowych w pełni równoważą je puchnące od gotówki portfele Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych oraz Otwartych Funduszy Emerytalnych. Patowa sytuacja trwa.

Dalej neutralnie

Na takim rynku najrozsądniejszą strategią jest opanowanie emocji i spokojne wyczekiwanie na wiarygodne wybicie poza ramy konsolidacji. Zadziwiające, jak niewielu inwestorów ma takie podejście do rynku i za wszelką cenę, niczym zobligowane do tego fundusze inwestycyjne, chce być zawsze obecnych na giełdowym parkiecie ryzykując straty, byle tylko nie ominąć mocniejszego ruchu.

Zobrazowaniem tego w ostatnim tygodniu było zachowanie inwestorów na rynku terminowym, którzy wszystkie pieniądze wycofywane z wygasającej w piątek serii wrześniowej natychmiast przeznaczali na otwarcie pozycji na "zet-kach". W dniu wygaśnięcia kontraktów seria grudniowa miała rekordową jak na ten specyficzny dzień liczbę otwartych pozycji - prawie 40 tys. Oczywiście, część z tego wynika z rolowania pozycji przez arbitrażystów, ale mimo wszystko dominująca jest tutaj spekulacja indywidualnych inwestorów. Dla wszystkich jest oczywiste, że "trend jest twoim przyjacielem" i gdy mamy hossę/bessę, należy trzymać się obowiązującej tendencji i zbyt wcześnie nie zamykać pozycji. Natomiast wygląda na to, że naprawdę niewielu inwestorów rozumie podstawową giełdową zasadę, że istnieją trzy, a nie dwie pozycje. Brak pozycji i ograniczanie ryzyka to czasem decyzja mądrzejsza niż otwieranie krótkich lub długich pozycji i próba brania udziału w każdym mocniejszym ruchu od samego początku. Te uwagi odnoszą się oczywiście, do bieżącej sytuacji na GPW i są jakże znienawidzonym przez inwestorów uchylaniem się od stawiania prognoz, np. docelowego poziomu wzrostu/spadku, co czynię kolejny tydzień z rzędu, z nadzieją, że może tym razem pomylę się, oczekując kontynuacji trendu bocznego.

Reklama
Reklama

Nieruchomości straszą

Spragnionych prognoz jakiegoś mocniejszego ruchu odesłać mogę jedynie na rynek amerykański, gdzie ostatnio lawinę komentarzy sprowokował wykres przygotowany przez jednego z ekonomistów Merrill Lynch. Wykres prezentuje indeks S&P500 wraz z nałożonym na niego (przesuniętym o 12 miesięcy) indeksem nastrojów na rynku nieruchomości - NAHB - obliczanym na podstawie comiesięcznej ankiety (bieżących warunków i przyszłych oczekiwań) przeprowadzonej wśród członków The National Association of Home Builders. Wartość indeksu za sierpień spadła do poziomu najniższego od 15 lat i wyniosła 32 pkt, co w odniesieniu do szczytu z czerwca zeszłego roku (72 pkt) jest najszybszym pogorszeniem nastrojów w 21-letniej historii tego indeksu. Odczyt za wrzesień poznaJak widać na wykresie, w ostatnich latach korelacja z indeksem jest bardzo silna. Za ostatnie prawie 10 lat wynosi aż 0,79. Co ciekawe, w poprzednich latach korelacja jest znacznie mniejsza. Czy chodzi więc tutaj o specyficzny dobór analizowanego okresu? Nic z tych rzeczy. Po prostu - w ostatnich latach wpływ koniunktury na rynku nieruchomości na całą amerykańską gospodarkę znacząco wzrósł. Z rynkiem nieruchomości powiązana jest większość sektorów gospodarki, a "efekt bogactwa" wynikający ze wzrostu cen nieruchomości napędzał wydatki konsumentów. Wystarczy powiedzieć, że szacuje się, iż ponad połowa wzrostu amerykańskiego PKB w ostatnich 5 latach wynikała właśnie z hossy na rynku nieruchomości. A ta zależność całej gospodarki od rynku nieruchomości z roku na rok rośnie.

Wykres indeksu NAHB jasno pokazuje, że gdyby korelacja miała zostać zachowana, wartość S&P500 w 2007 r. będzie o połowę niższa. Pod taką prognozą bym się dzisiaj nie podpisał, ale powinno to uświadomić inwestorom skalę problemu związanego z nieruchomościami w USA.

Oczywiście, nie chodzi tutaj tylko o jeden wykres, gdyż jeśli prześledzimy ostatnie 10 przypadków dekoniunktury na amerykańskim rynku nieruchomości, to aż w 7 przypadkach wyprzedzały one recesję w gospodarce o około 20 miesięcy. W pozostałych trzech przypadkach około 12 miesięcy po wyznaczeniu szczytu na rynku nieruchomości dochodziło do wyraźnego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Nikt nie ma wątpliwości, że spekulacyjny balon na rynku nieruchomości w 2006 r. został przekłuty (szczyt został wyznaczony) i w związku z tym należy teraz zapytać, nie czy przełoży się to na spowolnienie gospodarcze, ale o to, czy pod koniec przyszłego roku nie będziemy z tego powodu oglądać recesji w USA?

Technika może zdecydować

Przez ostatnie półtora miesiąca główne warszawskie indeksy przestały nerwowo reagować na spływające na rynek informacje oraz brak jest w tej chwili korelacji z indeksami giełd zachodnich. Tkwimy w konsolidacji, a giełdowa reguła mówi, że im ona dłuższa, tym bardziej dynamiczny jest ruch po gwałtownym wybiciu poza ramy takiego trendu bocznego. Ocena z fundamentów gospodarki i samych spółek zawsze w pewnym stopniu pozostanie subiektywna, a do tego zachowanie giełdy w krótkim terminie nie musi być wcale racjonalne. Radzę więc skoncentrować się na analizie technicznej, która dla wielu nwestorów będzie najbardziej wiarygodnym sygnałem kupna/sprzedaży. Na rynek powróci optymizm, gdy WIG i WIG20 przebiją się przez szczyty z 31 lipca, choć w tym drugim przypadku nawis podaży pojawić się może dopiero na majowym wierzchołku hossy. Sygnałem sprzedaży będzie zejście WIG20 pod lipcowe dołki, co wykreśli formację głowy z ramionami i byłoby przebiciem 50-proc. zniesienia fali wzrostowej z czerwca i lipca.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama