Zatrzymanie prezesa spółki giełdowej, nawet dużej i znanej, jak Stalexport, nie robi wielkiego wrażenia. Nie jest to, niestety, nic niezwykłego na naszym rynku. Ale zatrzymanie ministra, choćby i byłego, to już zupełnie inna sprawa.

Nie od dziś wiadomo, że minister skarbu to posada podwyższonego ryzyka. Wielu poprzedników Emila Wąsacza, jak i chyba on sam, zeznawało wcześniej w prokuraturze, ale zdaje się, że wszyscy - przynajmniej do tej pory - dobrowolnie. Osobiście, gdybym miał wskazać tego, czy raczej tych, którzy pierwsi zmienią tę tradycję, typowałbym inaczej, ale w końcu nie jest to - miejmy nadzieję - ruletka i nie o nasze typy prokuratorowi chodzi. Rozumiem też, że śledztwo dotyczące sprzedaży PZU jest ważniejsze z jakichś powodów od innych, które ślimaczą się od lat. A może to właśnie długo oczekiwany przełom w tego typu postępowaniach?

Minister w areszcie to poważna sprawa. Dla sprawy dobrze by było, aby lista argumentów przemawiających za jego aresztowaniem była równie poważna. Przy okazji refleksja: Emil Wąsacz trafił do aresztu ze względu na sposób, w jaki sprywatyzował PZU. Sądzę, że gdyby sprzedaż nastąpiła poprzez giełdę, trudniej byłoby o zarzuty - przyznajmy, dość mgliste - niedopatrzenia czy niedbałości, bo rynek w dużej mierze sam "ustawiłby" parametry transakcji. No i procedura byłaby bardziej przejrzysta, a więc i łatwiejsza do skontrolowania.

Mamy wreszcie grubą rybę w sieci wymiaru sprawiedliwości? Nie wiem. Chciałbym w to wierzyć. Bo inaczej byłaby to znów tylko sieć szyta bardzo grubymi nićmi.